Styczeń 2018 - ulubieńcy, nowość, rozczarowanie

czwartek, 1 lutego 2018 | 18 komentarzy |

Minęło sporo czasu odkąd na blogu pojawiło się ostatnie podsumowanie miesiąca. Pomysł porzuciłam, bo chociaż tego typu posty lubiłam zarówno ja jak i czytelnicy bloga, to składało się z wielu elementów, które czasami trudno było połączyć w całość. Z resztą nie każdy miesiąc jest emocjonujący pod każdym aspektem, czasami brakuje czasu na książki, seriale, zakupy, a makijaż ogranicza się do kilku sprawdzonych produktów. Szkoda mi jednak rezygnować z podsumowań, nawet jeżeli jakiegoś elementu miałoby nie być. Styczeń nie był emocjonujący kulturalnie, ale za to obfitował w odkrywanie makijażu na nowo, więc chciałabym przedstawić co ciekawego odkryłam.


ULUBIEŃCY

v Organique Enzymatic Peeling to produkt, który czekał w mojej szufladzie z zapasami dobre kilka miesięcy. Wraz ze zmianami w mojej skórze, czyli znacznym przesuszeniem i uwrażliwieniem, przyszła pora na odłożenie na bok peelingów mechanicznych. Z pomocą przyszło zachomikowane Organique, w którym z miejsca się zakochałam. Szczerze, to markę uwielbiam od dłuższego czasu, ale ten produkt miał tej zimy swój debiut. Świetnie złuszcza, bez podrażnień, sprawia, że skóra staje się gładka, miękka i przygotowana do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Stosuję go w połączeniu z delikatną szczoteczką soniczną i dzięki temu uzyskuję najlepsze efekty. 7-10 minut maski, minuta wibracji, woda i buzia idealnie wygładzona.

v Bielenda Rose Care Serum różane wchodzi w skład całej różanej serii, którą właśnie kończę testować, ale to właśnie ten produkt przypadł mi najbardziej do gustu. Tłustawe, ale nie przesadnie tłuste, serum fajnie się sprawdza w połączeniu ze wszelkimi rodzajami nawilżających kremów. Przy bardziej żelowych, lżejszych konsystencjach daje dawkę nawilżenia, a przy bardziej treściwych, tłustych kremach wzmacnia ich działanie. Nie powoduje powstawania niedoskonałości i dobrze się wchłania. W moim przypadku najlepiej sprawdza się na dzień jako baza pod lżejszy krem, dając dobrą bazę pod makijaż.

v fresh Sugar Lip Polish to mój ulubiony peeling do ust. Lubię go za naturalny skład i intensywne działanie, którego nie osiągnęłam żadnym innym produktem, a także niesamowity zapach Coca-Coli, który wyczuwam przy każdym użyciu. Nie jest dostępny w Polsce, ale nie mogę ukryć, że zasłużył na swoje miejsce w tym zestawieniu.


v Essie Gel Couture jest stosunkowo nową serią lakierów do paznokci o przedłużonej trwałości oraz intensywnym nabłyszczeniu charakterystycznym dla manicure hybrydowego. O moim zamiłowaniu do marki pisałam na blogu wielokrotnie, ze względu na jej trwałość i idealną kremową formułę. Ta seria to jest następny krok do przodu, bardziej trwała, bardziej kremowa, bardziej błyszcząca. Idealna dla osób, które nie mogą sobie pozwolić na częste malowanie paznokci.

Więcej: Essie-kolekcja
Więcej: #Essie


v Maybelline Lash Sensational Mascara pojawiła się już przy okazji posta o moich ulubionych produktach marki, ale nie mogę jej odmówić, że w styczniu tylko ona pojawiała się w moim makijażu. Świetnie sprawdza się przy krótkich i rzadkich rzęsach dzięki swojej silikonowej, wyprofilowanej szczoteczce. Rozdziela pojedyncze włoski, pogrubia, wydłuża i tworzy czarny wachlarz rzęs.

v Master Camo Color Correcting Pen 30 Pink po raz drugi pojawia się na blogu w towarzystwie tuszu Lash Sensational, ale zasługuje na wszelkie słowa uznania. To wybawienie w przypadku cemnych cieni pod oczami. Pastelowy róż pięknie rozświetla skórę, niweluje widoczność cieni i sprawia, że cała twarz nabiera życia. Formuła jest świetna, bo pięknie się rozprowadza zarówno solo, jako baza pod korektor, a także w połączeniu z innym, kryjącym produktem.

v BeautyBlender micro.mini to bardzo niepozorny maluszek, który może wydawać się zbędnym gadżetem przez swoje rozmiary, ale nic bardziej mylnego. Jego niewielkie gabaryty w połączeniu z bardziej porowatą fakturą niż oryginalna gąbka, sprawia, że wszystkie kremowe produkty są idealnie wtopione w skórę i wyglądają po prostu świetnie. Szczególnie różowy korektor Maybelline.



NOWOŚĆ

v Too Faced White Peach Palette jest jedyną styczniową nowością, którą kupiłam z bardzo silnej potrzeby serca, a nie rozumu. Premiery kolejnej brzoskwiniowej palety marki oczekiwałam jak na szpilkach, bo nic nie wygląda na moich powiekach tak dobrze jak różowo-beżowe cienie. W przeciwieństwie do Sweet Peach, tutaj jest więcej matów w neutralnych odcieniach, które ostatecznie przekonały mnie do zakupu. Jest świetna w połączeniu z oryginalną brzoskwinką, albo jako oddzielna paleta. Trudno się oprzeć tym cudownym odcieniom i otumaniającemu słodkiemu zapachowi.


ROZCZAROWANIE

v Benefit Get the Pretty Started Mini Cheek Palette stanowi zestaw miniatur bestsellerów marki, w którym znajduje się bronzer hoola, róż GALifornia oraz kremowy rozświetlacz watts up!. Wydawać by się mogła, że z takim połączeniem nic nie może pójść źle. Aż mi głupio to pisać, ale ja tego trio po prostu nie lubię. Nie dlatego, że te produkty są słabej jakości, źle się aplikują, mają słabą pigmentację czy trwałość. Nic takiego, to świetne kosmetyki, które źle wyglądają na mojej skórze. Ich odcień nie komponuje się ładnie z kolorem mojej cery sprawiając, że wyglądam sztucznie, jak malowana laleczka. Dam im szansę w lecie, gdy złapię trochę słońca, może wtedy zmienię zdanie. Póki co to po prostu rozczarowanie, jak większość produktów tej marki.



Jaki był Twój kosmetyczny styczeń?

Pozdrawiam!
Kasia

18 komentarzy :

  1. Ta nowa paletka prezentuje się cudnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest cudna! Kolory są pięknie ze sobą skomponowane i mają doskonałą jakość :) Trochę się bałam, że po White Chocolate i White Chocolate Chip, ta też będzie gorzej napigmentowana, ale okazuje się, że niepotrzebnie.

      Usuń
  2. Nie znam żadnego z nich, ale zdjęcia zrobiłaś bardzo zachęcające i klimatyczne. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. szkoda ze ten benefit tak slabo wyszedl ale masz racje - latem moze bedzie lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno wypróbuję, bo te kosmetyki bardzo długo chodziły mi po głowie. Z resztą, z tego co pamiętam GALifornia została wydana właśnie jakoś tak wiosną/latem :)

      Usuń
  4. strasznie mi szkoda, że Benefit nie przypadł Ci do gustu, myślę że gdyby ładnie komponował się z Twoją buzią, to byłabyś zadowolona z jakości tych produktów :) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, bo jakości nic nie można zarzucić :)

      Usuń
  5. Czekam na ta paletę Too Faced aż pojawi się w mojej Sephorze <3 ! Jest przepiękna ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie miałam żadnego z nich ;)
    Odpowiedziałam na Twój komentarz u mnie na blogu - zapraszam <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię palety Too Faced, niedawno kupiłam Sweet Peach, a ta jest chyba jeszcze ładniejsza i też do nie woła, ale na razie mam bana na zakupy cieni do oczu :P Z różanej serii Bielendy znam tylko tonik/wodę różaną i też byłam z niego zadowolona - fajnie łagodził podrażnienia i przyjemnie oczyszczał skórę :) Co do Essie - też lubię ich lakiery, tych z nowej serii jeszcze nie miałam i zakupów raczej nie planuję, bo nadal jestem wierna hybrydom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sweet Peach to jedna z moich ulubionych palet :) Woda różana mogłaby się spokojnie znaleźć w tym zestawieniu jako jeden z ulubieńców, naprawdę jest świetna!

      Usuń
  8. Paletka Too Faced wygląda przepięknie, podobnie jak ta z Benefit. :) Szkoda, że ta druga się nie sprawdziła u ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Serum różane od Bielendy zupełnie się u mnie nie sprawdziło, nawilżanie zdrowe do tego wysyp niedoskonałości :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno to kwestia serum? Mi się wydawało na początku, że mnie zapycha, ale okazało się po pewnym czasie, że to inny produkt z serii.

      Usuń
  10. Peeling enzymatyczny również bardzo lubię, fajnie się u mnie sprawdzał ;) A lakiery Essie to były moje ulubione z tych zwykłych - trwałość, konsystencja i pędzelek były idealne ;) Paletka cieni jest naprawdę śliczna, nie dziwię się że się skusiłaś ;)

    OdpowiedzUsuń