Sheet Masks, czyli maski w płacie - wszystko, co musisz o nich wiedzieć!

poniedziałek, 12 lutego 2018 | 9 komentarzy |

Kilka lat temu zachodni rynek kosmetyczny przeszedł rewolucję za sprawą azjatyckich sposobów dbania o urodę i ich innowacyjnych produktów, które co raz odważniej zaczęły pojawiać się w sklepach. Początkowa nieufność przerodziła się w uzależnienie od kremów BB, olejów do demakijażu, a przede wszystkim masek w płacie. Te niepozorne produkty, zwane też kompresami, należą do jednych z najbardziej znanych i lubianych kosmetyków pochodzących z Azji. Podobno w Korei trudno znaleźć dom, gdzie nie ma chociaż jednej maski w płacie pod ręką. Podejrzewam, że to samo już niedługo będzie można zacząć mówić o zachodnich domach. Ten stosunkowo nowy produkt wydaje się być prosty w obsłudze, ale łatwo można się zwieść. Jakich więc błędów unikać?


MASKA W PŁACIE CZY W PŁACHCIE?

Nazwa „maska w płacie” pochodzi od nazwy „sheet mask”, co Google Translator tłumaczy jako „maska w arkuszu”. Słowo „sheet” na język polski można tłumaczyć zarówno jako „płat”, jak również „płachtę” w związku z tym obie formy są poprawne. Większość producentów kosmetycznych używa pierwszej wersji tłumaczenia, zaś w książce „Sekrety urody Koreanek” spotkać się można z drugą. Nie ma znaczenia jakiej formy się używa, ważne, że chodzi o produkt w arkuszu z mikrofibry bądź hydrożelowy wyprofilowany tak, by dokładnie przylegał do twarzy. Całość nasączona jest skoncentrowaną mieszanką aktywnych składników, nazywaną esencją, które wnikają w głąb skóry w trakcje aplikacji, dzięki obecności płata, który zapobiega ich odparowywaniu.


INSTRUKCJA NIE GRYZIE

Jak w przypadku każdego kosmetyku pielęgnacyjnego w uniknięciu błędów kluczowe może okazać się przeczytanie instrukcji. Aktualnie na rynku dostępne jest kilka setek różnych masek w płacie, a każda z nich na dobrą sprawę może mieć całkowicie inną formę aplikacji. Od odpowiedniego przygotowania skóry lub produktu (niektóre maski składają się z dwóch saszetek, a samo nasączenie płata następuje przed samym użyciem), przez obecność strony skierowanej do aplikacji na skórę, folii ochronnej, aż do bardzo różnego czasu aplikacji, od 10 do nawet 40 minut. Przestrzeganie tych prozaicznych zasad ma kluczowe znaczenie dla działania produktu.


NIEPOPRAWNA APLIKACJA

Maskę w płacie można stosować wieczorem jako element domowego wyciszającego spa bądź rano by pozytywnie i świeżo rozpocząć dzień, kiedy tylko będzie czas i ochota. Niezależnie od okoliczności maskę stosuje się tylko i wyłącznie na czystą skórę po demakijażu oraz oczyszczaniu. Warstwa podkładu czy sebum nagromadzonego w ciągu kilku godzin skutecznie zredukuje działanie produktu, a cały zabieg nie będzie efektywny i tylko do siebie zniechęci. Do ładnych selfie nie trzeba mieć makijażu oczu, można się pokusić o maskę-pandę albo maskę-kota. Taki ładny kawałek materiału pięknie prezentuje się dokładnie nałożony i wygładzony na twarzy, by każdy element idealnie przylegał. Ma to ogromne znacznie dla działania maski, która nie tylko dostarcza nawilżającej esencji skórze, ale także tworzy barierę ochronną by składniki odżywcze nie odparowywały. Część, która nie jest płatem maski, czyli plastikowa folia ochronna, powinna zostać zdjęta i wyrzucona, chyba, że producent zaleca inaczej. W większości folia ta zabezpiecza materiał maski przed podarciem się, ale jest też przeszkodą w dokładnym dopasowaniu produktu do skóry, co jest przecież kluczowe. O ile w instrukcji nie jest napisane co innego, po zdjęciu maski esencję najlepiej pozostawić na skórze do całkowitego wchłonięcia, ewentualnie dodatkowo wklepać palcami. W zależności od potrzeb można nałożyć kolejne etapy pielęgnacji, takie jak serum czy krem albo spryskać skórę wodą termalną.

Maskę stosuj tylko raz! Esencję z opakowania można wetrzeć w szyję, dekolt i ramiona, ale wrzucenie płata maski z powrotem do opakowania z płynem i wstawienie do lodówki na później nie jest dobrym pomysłem. Naprawdę. Nawet najlepiej oczyszczona skóra nie jest w pełni sterylna, tak samo jak powietrze w miejscu, gdzie wykonuje się zabieg z maseczką w płacie. Bakterie nigdy nie śpią!


SPA NA CZAS

Dziwna grafika zegareczka, czy wprost napisany czas aplikacji, nie jest tylko nadgorliwością producenta produktu. To kluczowa sprawa, która może wpłynąć na jakość wykonywanego zabiegu, a w konsekwencji na kondycję skóry. Nagminnie spotykałam się z przetrzymywaniem maseczki na twarzy i przekraczaniem czasu aplikacji do momentu, aż płat wyschnie. Uwaga, teraz pojawi się kontrowersja – producent zna swój produkt i warto go słuchać, aby uniknąć problemów ze skórą. Maska, która zasycha na twarzy może wywołać skutek odwrotny do zamierzonego, czyli przesuszyć skórę, a nawet ją podrażnić.


SEKRET TKWI W RUTYNIE

Maski w płacie są bardzo intensywnie działającymi produktami. Zawartość składników nawilżających takich jak kwas hialuronowy, śluz ślimaka czy wszelkiego rodzaju oleje świetnie wpływają na skórę, a w połączeniu z kompresem w postaci maski, która zwiększa wchłanianie, efekt jest zauważalny od razu. Niestety nie w każdym przypadku. O ile odświeżenie i nawilżenie widoczne jest gołym okiem, to rozjaśnienie przebarwień, uszczelnienie naczynek czy zniwelowanie zmian trądzikowych wymaga czasu. Tego typu problemy po prostu są znacznie trudniejsze do zwalczenia, a jednorazowa aplikacja nawet intensywnie działającego produktu nie ma szans zadziałania. Maski w płacie są na tyle łatwe w aplikacji i tanie, że bez problemu można je stosować 2-3 razy w tygodniu odkrywając w ten sposób perfekcyjne nawilżoną, promienną, delikatną i piękniejszą skórę.


W DOMU I W PODRÓŻY

Wygoda stosowania tego typu produktów sprawia, że są idealne do stosowania w podróży. Jak to? Normalnie! Kilka godzin w klimatyzowanej kabinie pasażerskiej samolotu naprawdę potrafi negatywnie wpłynąć na kondycję skóry i znacznie ją przesuszyć. To samo dzieje się w samochodzie podczas bardzo długiej podróży po Europie czy na drugi koniec Polski. Maski w płacie nie wymagają żadnych dodatkowych akcesoriów, oprócz lusterka, żeby ładnie je ułożyć na skórze. Ewentualnie chusteczek do demakijażu, żeby oczyścić trochę skórę, więc świetnie się sprawdzą w takich sytuacjach. Wiele Azjatek stosuje tego typu zabiegi w trakcie podróży, więc nie ma co się wstydzić. A jeżeli boisz się o reakcję współpasażerów, wybierz produkt z grafiką zwierzątka, zachęć koleżankę czy chłopaka by też poddali się działaniu maski albo poczekaj na zapadnięcie zmroku. Takie 20 minut naprawdę potrafi zrobić małą rewolucję na skórze.


GODNE POLECENIA

Obecnie na rynku kosmetycznym dostępne kilkaset rodzajów masek w płacie, więc zdecydowanie każdy może znaleźć coś dla siebie. Od typowo koreańskich, takich jak Tony Moly, Holika Holika i Skin79 o ogromnej różnorodności, przez naturalne nowości wprowadzone do oferty marki Origins i wysokopółkowe marki takie jak Dr. Jart+, po drogeryjne inspiracje typu Garnier. Do moich ulubieńców zdecydowanie należą maski Tony Moly skierowane do różnych potrzeb skóry z serii I’m Real.


Azjatycka rewolucja w pielęgnacji zachodniej skóry jest prosta i efektywna, a maski w płacie to nawilżająca bomba dostępna dla każdego. Ten widok piękniejszej skóry po każdej aplikacji jest nie do przebicia. Stosujesz maski w płacie? Masz swoje ulubione marki i rodzaje? W jaki sposób stosujesz tego typu maseczki?  

Pozdrawiam!
Kasia

9 komentarzy :

  1. Lubie maski w płacie za szybko sposób aplikacji i za to ze nie musze jej zmywać. Ale nie cierpię tego zimnego uczucia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz wsadzić maskę na chwilę do ciepłej wody. Aplikacja będzie znacznie przyjemniejsza :)

      Usuń
  2. Zgadzam się ze wszytkim co napisałaś! To ważne żeby nie nakładać jej ponownie na drugi dzień i nie trzymać za długo, bo może podrażnić i efekt będzie odrotny do oczekiwanego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie sobie nie wyobrażam takiego odkładania na później, ale czytałam o tego typu praktykach.

      Usuń
  3. nawet nie wpadłabym na to, żeby ją nakładać na drugi dzień :) maski lubię, ale jednak jest to droższa sprawa niż maski w "tubce" także rzadziej je kupuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz sobie przeliczyć dokładnie, bo czasami maski w tubie starczają raptem na kilka razy i nie są wiele tańsze niż te w płacie. No i zależy jakie maski się kupuje :)

      Usuń
  4. Bardzo przydatny tekst :) Spotkałam się z tym, że kobietki nie zdejmowały folii ochronnej,a potem mówiły, że maska tragicznie przylegała do skóry :P Uwielbiam maseczki w płachcie i rzeczywiście najlepiej stosować je regularnie, żeby było widać inny efekt niż odświeżenie i nawilżenie. Choć spotkałam się z takimi, które błyskawicznie rozjaśniały przebarwienia (np. wisthtrend z wit.C :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie jakoś jednak nie ciągnie do tego typu maseczek, miałam jedną- pandę ze skin 79, ale nie zrobiła na mnie wrażenia, bardziej potraktowałam ją jako kosmetyczny gadżet ;) Na pewno warto docenić ich bezproblemową i szybką aplikację ;)

    OdpowiedzUsuń