Obudź swoją skórę! || Origins GinZing

poniedziałek, 29 stycznia 2018 | 13 komentarzy |

Marka Origins jest stosunkowo nowa na polskim rynku kosmetycznym, chociaż jej historia sięga 1990 roku i związana jest z koncernem Esteé Lauder. Amerykanie pokochali markę za eko-filozofię, naturalne składy, proste opakowania i skuteczne działanie na skórę. Naturalne piękno zapewniane przez Origins świetnie wpisuje się w obecne prośrodowiskowe i minimalistyczne trendy, a same produkty nie bez powodu stają się bestsellerami. GinZing to linia kosmetyków, którą wszyscy kochają. A co ze mną?  


Linia GinZing, wzbogacona o wyciąg z ziarek kawy, żeń-szenia oraz oleje cytrusowe, należy do bestsellerów marki na całym świecie. Stworzona z myślą o skórze potrzebującej natychmiastowego odświeżenia, rozjaśnienia i zastrzyku energii, charakteryzuje się intensywnie cytrusowym zapachem oraz lekkimi, jednak intensywnie działającymi formułami. Produkty prezentowane na zdjęciach występują w starej szafie graficznej, która została zmieniona przez markę w zeszłym roku. Z tego co mi wiadomo, formuła nie uległa zmianie. Do klasycznej oferty tej linii wprowadzono też nowe produkty między innymi mocniej nawilżający krem do twarzy stworzony dla cery normalnej i suchej.


Origins GinZing Energy-boosting Moisturizer

Pierwsze zetknięcie się z tym produktem, to przede wszystkim otumanienie intensywnym cytrusowym zapachem, charakterystycznym dla całej linii. Bardzo odświeżającym i zdecydowanie naturalnym, który sprawia, że oczy rano się szeroko otwierają a cera otrzymuje zapewniany zastrzyk energii. Krem świetnie się sprawdza pod makijaż, bo szybko się wchłania, nie roluje i współpracuje z każdym podkładem. Producent zapewnia, że jest to produkt stworzony dla cer suchych, normalnych i mieszanych, co wydaje mi się dziwne biorąc pod uwagę żelową, lekką konsystencję produktu. Już przy pierwszym użyciu okazało się, że jest to raczej krem dla cer normalnych bądź mieszanych. Bez dodatkowego nawilżającego serum, GinZing po prostu sobie nie radzi z bardziej suchymi partiami twarzy. Mimo to polubiłam się z nim, bo świetnie sprawdzał się latem, kiedy moja skóra zdecydowanie mocniej się przetłuszczała, nawilżał i tworzył ładną bazę pod makijaż. Do czasu, bo po kilku tygodniach na skórze pojawiły się bolące podskórne zmiany zapalne, o które niestety muszę posądzić ten krem, a to nie wszystko. GinZin nie nadaje się do cer bardzo wrażliwych, ze zmianami atopowymi czy przesuszonymi, podrażnionymi partiami. Nie wiem czy to ze względu na zawartość olejków cytrynowego i grejpfrutowego czy składniki zapachowe, ale krem najzwyczajniej w świecie piecze w tych miejscach i powoduje zaostrzenie zmian. Po zastosowaniu kremu na dzień, wieczorem zaobserwowałam znaczne podrażnienie dookoła płatków nosa, zaczerwienie oraz schodzącą skórę, w rezultacie musząc sobie pomóc sterydami. W tym przypadku spasuję i więcej do kremu nie powrócę.


GinZing Refreshing Eye Cream to Brighten and Depuff

Nie będę owijać w bawełnę, ten krem pod oczy pokochałam. Stworzony, jak cała linia, dla kobiet prowadzących intensywny tryb życia, natychmiastowo budzi spojrzenie, dodaje mu blasku i energii oraz odświeża. Daje też uczucie delikatnego chłodzenia, które sprawdza się przy wszelkiego rodzaju opuchliznach., a rozświetlające drobinki optycznie wygładzają i rozjaśniają skórę. W przypadku Refreshing Eye Cream „mniej znaczy więcej”. Wystarczy odrobina by ładne nawilżyć i wygładzić skóre pod oczami, dodać jej blasku i optycznie zniwelować cienie pod oczami, czyli jednym słowem idealnie przygotować skórę pod makijaż. Zbyt gruba warstwa długo się wchłania i potrafi dostać się do oczu, co kończy się łzawieniem, na dzień nie polecam. Stosowanie niewielkiej ilości ma jednak swoje ogromne minusy, które nie spodobają się nikomu, kto nie lubi marnować kosmetyków. Krem pod oczy jest ważny jedynie przez 6 miesięcy od daty otwarcia, co powoduje, że przy minimalnej ilości nakładanej na skórę, nawet dwa razy dziennie, nie da się go zużyć. Z przykrością pożegnałam prawie 1/3 opakowania, bo po prostu przekroczyłam datę ważności i nie chciałam ryzykować. Oprócz tego jednego wydajnościowego szczegółu, więc wad nie widzę.



Kremy z serii GinZing to było moje pierwsze spotkanie z marką Origins i chociaż połowicznie udane, to zachęciły mnie do próbowania nowych produktów. Odkryłam kilka ciekawych kosmetyków, do których z pewnością powrócę, takich jak opisywany krem pod oczy, a w zapasie mam nowości marki, które z przyjemnością testuję. A Ty znasz Origins i linię GinZing?

Pozdrawiam!
Kasia

13 komentarzy :

  1. Krem jest mi bardzo dobrze znany i zgodzę się z Tobą,że w przypadku cer suchych możemy czuć 'niedosyt' . Sama mam taka cerę i pomimo iż uważam go za rewelacyjny krem to czasami wspierałam go siłami serum . Ciekawi mnie krem pod oczy i z pewnością się na niego skuszę po obecnym ! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałaś nową wersję do cer suchych Ultra-Hydrating? Ten może się lepiej sprawdzić przy suchej cerze, bo zawiera olej jojoba i masło cupuacu. Krem pod oczy jest bardzo fajny, z pewnością go polecam :)

      Usuń
  2. Ja również od tych kremów chciałam rozpocząć swoją znajomość z tą marką. Jakoś wiecznie mi do tych kosmetyków nie po drodze i sama już nie wiem czy jestem zainteresowana bardziej nimi, czy sławnymi maseczkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy czego potrzebujesz :) Ja polecam maskę DrinkUp Intensive albo Retexturizing with Rose Clay i kremy pod oczy.

      Usuń
    2. a tej takiej oczyszczającej nie miałaś może? :)

      Usuń
    3. Tej z węglem? Miałam, jest fajna, ale jakoś nie powaliła mnie na kolana. Wolę GlamGlow albo maskę błotną z Sephora :)

      Usuń
  3. Mam tę serię produktów na wishliście. Jestem bardzo ciekawa jak sprawdzilyby się u mnie 😉
    Ostatnio zakochałam się w maseczce nawilżającej Origins Drink UP Instensive 😉

    OdpowiedzUsuń
  4. Kosmetyków tej marki nie znam, ale przyznam, że kuszą mnie coraz bardziej :) Szczególnie maseczki do twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maseczki do twarzy są super, ale prawdziwa bomba to kremy pod oczy :D

      Usuń
  5. Z tej linii mam krem koloryzujący, który bardzo lubię (choć mocno na mnie ciemnieje). I miałam kilka próbek, całkiem mi przypasowały. A muszę spróbować tego kremu pod oczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krem może być fajny na lato :) Ja z tej linii mam jeszcze żel do mycia twarzy, dostałam go ostatnio do zakupów, więc zobaczymy jak się sprawdzi. Kremu spróbuj koniecznie!

      Usuń