5 produktów Maybelline, po które naprawdę warto sięgnąć!

czwartek, 18 stycznia 2018 | 15 komentarzy |

Gdybym miała podać jedną drogeryjną markę, która najczęściej pojawia się w mojej kosmetyczce, byłoby to Maybelline. To na ich półki sklepowe sięgnęłam po pierwszy dorosły podkład, wtedy jeszcze źle dobrany, i ich nowości śledzę z zainteresowaniem. Zdarzało mi się zawieść, ale znalazłam też kilka perełek, które naprawdę warto sprawdzić. Kto wie, może w tej piątce produktów kryje się Twój kolejny makijażowi hit?


Fit Me! Matte + Poreless Foundation
Zacznę od produktu, który zdecydowanie należy do moich drogeryjnych ulubieńców 2017 roku. Uwielbiam go za wszystko – gamę kolorystyczną dostosowaną również dla bladolicych, satynowe wykończenie, efekt wygładzenia niwelujący pory i wszelkie nierówności, krycie oraz trwałość. Nie ciemnieje, nie tworzy maski, nie ściera się. Świetnie nakłada się zarówno gąbką, która daje jeszcze naturalniejszy efekt, jak i pędzlem, który zapewnia większe krycie. Ideał, nie mam pytań, nie mam „ale”. W moim odczuciu najlepiej sprawdzi się na cerach normalnych, z tendencją do przetłuszczania i zaskórników, ale ładnie wygląda także na skórze suchej. Nie jest komedogenny. Lubi się ze wszystkimi kombinacjami kremów do twarzy, baz, korektorów i pudrów. W Polsce produkt ten dostępny jest w opakowaniu w formie tuby, które jest znacznie wygodniejsze, ale to wciąż ten sam fantastyczny podkład.
 

Color Tattoo 24HR 40 Permanent Taupe
Nie wiem ile już razy wspominałam o tym produkcie, ale podejrzewam, że to będzie się powtarzać dopóki go nie wycofają ze sklepowych półek. Stworzony jako supertrwały cień w kremie, dla mnie jest idealnym brązowo-szarym odcieniem do podkreślania brwi o fantastycznej trwałości. Nie ma drugiego takiego, który odkupowałabym co kilka miesięcy jak w zegarku. W ofercie marki dostępne są inne odcienie Color Tattoo warte uwagi, na przykład piękny brąz On and on Bronze, ale tylko Permanent Taupe pozostał i zostanie ze mną na dłużej. Idealne brwi przy minimum wysiłku za grosze.


Lash Sensational Mascara
Lash Sensational to produkt przede wszystkim dla kobiet takich jak ja, o stosunkowo małych oczach z krótkimi, rzadkimi rzęsami, na których nie bardzo sprawdzają się tradycyjne tusze. Ta maskara ma delikatnie wyprofilowaną silikonową szczoteczkę z zarówno krótkimi jak i długimi wypustkami, która idealnie sprawdza się przy takiej budowie oka. Pięknie rozdziela pojedyncze włoski, pogrubia i jak zapewnia producent – tworzy wachlarz rzęs. Tusz jest bardzo trwały, nie kawali się, nie osypuje i nie tworzy efektu pandy, a do tego jest bardzo czarny. Wersja na zdjęciu pochodzi z limitowanej kolekcji, która niedługo pojawi się w Polsce, ale jest to ten sam produkt, co w klasycznym, różowym opakowaniu.


Instant Age Rewind Eraser Dark Circles Treatment Concealer 10 Fair
Korektor o najdłuższej nazwie na świecie to kolejny z moich drogeryjnych ulubieńców zeszłego roku. W Polsce dostępny przede wszystkim online, ale plotki głoszą, że da się też go kupić stacjonarnie. A warto, bo to niesamowity produkt. Kremowa formuła o bardzo intensywnej pigmentacji pięknie kryje cienie pod oczami i rozświetla tę okolicę. Daje wrażenie wygładzenia tego obszaru utrzymując się cały dzień. Produkt idealny, gdyby nie upierdliwa gąbeczka dołączona do opakowania. Nie wiem co ona tam robi, ale można ją zdjąć w trosce o higienę. Korektor sprawdza się zarówno przy pędzlach, aplikacji palcami oraz gąbce, ale ja najbardziej lubię go wklepywać suchym Beauty Blenderem i natychmiast utrwalić pudrem, co sprawia, że produkt ładnie wtapia się w skórę. Naprawdę warty zachodu.

Master Camo Color Correcting Pen 30 Pink
Właściwie nie powinnam wspominać o tym produkcie, bo nie został jeszcze wprowadzony na polski rynek, ale nie mogę się powstrzymać, szczególnie, że wspomniałam o korektorze. Nie myl tego produktu z dostępną w Polsce paletą korektorów, one nie mają nic ze sobą wspólnego. Ten niepozorny długopis to najlepszy przyjaciel zmęczonych oczu. Delikatnie różowy kolor pięknie rozświetla skórę, niweluje ciemne cienie pod oczami i w wewnętrznych kącikach oraz budzi spojrzenie. W połączeniu z korektorem Instant Age jest niezastąpiony do odświeżenia i zniwelowania oznak zmęczenia. Styrana kobieto, jak spotkasz ten produkt zagranicą, w internecie albo stacjonarnie, bierz koniecznie.



Znasz produkty Maybelline? A może któryś z powyższych już jest Twoim ulubieńcem? Zaglądasz na drogeryjne półki w poszukiwaniu kosmetyków?

Pozdrawiam!
Kasia

15 komentarzy :

  1. Cień do brwi i korektor to podejrzewam coś dla mnie.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cien jest bardzo uniwersalny. Jeżeli lubisz odcień taupe na brwiach, to Color Tattoo powinien Ci się spodobać :)

      Usuń
  2. color tattoo rowniez nawmietnie uzywam do moich brwi <3 juz nie zlicze ile opakowan za mna :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnia pozycja mnie zaintrygowała ! Nie mieszkam w PL więc jutro z biegu wlecę do drogerii sprawdzić czy to cacko mają i tutaj ! Poza ostatnia pozycją mam każdą powyżej, stwierdzam iż masz rację w 100% ! Świetne drogeryjne produkty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdź koniecznie Master Cameo. Jest w wielu kolorach i podobno pozostałe sprawdzają się równie dobrze, co ten róż :)

      Usuń
  4. Lubię tę maskarę i podkład Fit me! 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten korektor to absolutna legenda! Już niedługo zacznie wyskakiwać z lodówki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu nie, zimno może pomóc w walce z opuchlizną pod oczami ;)

      Usuń
  6. Tuba wygodniejsza? Ja nie lubię – jakoś brzydko i mało zachęcająco dla mnie wyglądają kosmetyki w tubach. Przy rzadkich podkładach jest to szczególnie irytujące, bo potrafi się wylać dużo, jak gdzieś się zawieruszy wyjątkowo upierdliwy pęcherzyk powietrza ;). Mimo wszystko mam wielką ochotę na Fit Me, tyle się o nim naczytałam dobrego!

    Mój Color Tattoo już wysechł, więc go wysłałam do odstrzału, ale zgadzam się w 100% – do brwi jest genialny! Inne odcienie z tej serii jakoś mnie nie urzekły, a niektóre wręcz rozczarowały (vide: złoto), ale ten taupe genialny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fit Me! należy do kategorii bardziej rzadkich podkładów, nie jakoś wybitnie, ale jednak to ten typ, gdzie najlepiej sprawdziłaby się pompka. W wersji amerykańskiej jest buteleczka z dużym otworem przez który łatwo wylać podkład, a w polskiej jest tuba. Żadne z tych rozwiązań nie jest idealne, ale ja bym wolała już tubkę przy takim podkładzie :)

      Miałam złoty Color Tattoo i mam takie samo odczucie. Nie dawał za dużo koloru, same drobinki i był dość tępy, co utrudniało aplikację. Rozstałam się z nim bez żalu, bo chociaż ładny, to wymagał zdecydowanie za dużo wysiłku przy marnym efekcie.

      Usuń
  7. Jaki odcień fit me? :) Jeszcze nie testowałam nic z Twojego zestawienia poza podkładem, jednak słyszałam o tych produktach masę dobrego. Może u mnie też się kiedyś pojawi ten sławny tusz. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja używam 105. Ladny jasny zolto bezowy podklad

      Usuń
    2. Odcień to 110 Porcelain, ale to amerykańska gama kolorystyczna i ten konkretny kolor nie jest dostępny w Polsce. Jest za to 105 Natural Ivory, bardzo jasny i neutralny. 110 jest znacznie bardziej żółty.

      Usuń
  8. Kocham cień z Maybelline <3 Jest świetny, ale w kolorze On and on bronze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo długo używałam On and On Bronze na codzień do szybkiego makijażu :)

      Usuń