MAC Chatterbox

sobota, 5 listopada 2016 | 16 komentarzy |

Chęć zakupu pomadek MAC pączkowała we mnie od wielu lat, czemu wielokrotnie dawałam wyraz na blogu. Ogromna różnorodność kolorów i formuł skryta w eleganckim opakowaniu skusiłaby każdą kosmetyczną srokę. Ostatecznie jakoś tak na początku 2015 stałam się posiadaczką pierwszej pomadki MAC, która szybko stała się moim codziennym niezbędnikiem. 


Jak przystało na produkty MAC, pomadka zamknięta jest w klasycznym czarnym opakowaniu ze srebrnymi detalami charakterystycznym dla tej marki. Uwielbiam ten minimalistyczny wygląd o snobistycznej nucie. Pomadka ma 3 gramy i została wyprodukowana w Belgii. Na opakowaniu brak informacji o dacie ważności, jednak podejrzewam, że jest to około dwóch lat od daty produkcji. Kolor, który spędzał mi przysłowiowy sen z powiek i jako pierwszy trafił do mojej kosmetyczki to róż o zabawnej nazwie Chatterbox i wykończeniu Amplified. 


Amplified to jedno z najczęściej wybieranych wykończeń w ofercie MAC. Pomadka o bardzo kremowej konsystencji sunie po ustach z łatwością pozostawiając warstwę mocnego satynowego koloru. I to jakiego! Odcień ten opisywany jest przez producenta jako żywy, czerwony róż. Moim zdaniem jest to intensywny różowy odcień, w którym pod odpowiednim kątem i światłem potrafią wybijać jakieś koralowe tony, ale zdecydowanie na ustach jest to kolor, który zaliczyłabym do tych neutralnych, a nawet chłodnych. Chatterbox świetnie skomponuje się zarówno z neutralnym dziennym makijażem jak i z mocniejszym wieczorowym okiem, dodając świeżości. To też idealny odcień do minimalistycznego makijażu typu no-makeup i w takiej kompozycji Chatterbox najczęściej pojawia się na moich ustach.



Jak przystało na produkt bardzo kremowy pomadka nie wysusza delikatnej skóry ust, chociaż utrzymuje się na niej zadziwiająco długo jak na tego typu wykończenie. Chociaż to MAC’owe maty owiane są legendą maksymalnej trwałości, to Amplified niczego nie brakuje. Po jakiś 3 godzinach kolor zaczyna się wycierać po wewnętrznej stronie ust i blaknąć, ale robi to równomiernie. Co najbardziej zwróciło moją uwagę to fakt, że nawet kiedy pomadka „się zje” na ustach pozostaje delikatna warstwa pigmentu. 



Po prawie dwóch latach używania zdecydowanie mogę stwierdzić, że Chatterbox jest warta każdej wydanej na niej złotówki. Z pomadki jestem tak bardzo zadowolona, że w swojej kosmetyczce mam dwa następne kolory marki MAC i przyglądam się następnym. Jakie odcienie, oprócz znanego Russian Red, polecacie?

Pozdrawiam!
Kasia

16 komentarzy :

  1. Bardzo ładny ten róż, aczkolwiek zastanawia mnie jak wygląda na ustach. Czy dla mnie nie byłby zbyt różowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam spory problem z pokazaniem go na ustach i ostatecznie się poddałam. Na zdjęciach wyglądał właśnie zbyt intensywnie i po prostu dziwnie. Ze swatch'ów znalezionych w internecie ten najbliżej oddaje kolor pomadki: https://i.ytimg.com/vi/rN6tDSiq7Wc/hqdefault.jpg. Najlepiej jednak przejść się do salonu i sprawdzić, bo ten kolor jest naprawdę wyjątkowy :)

      Usuń
  2. Kolorek jest śliczny. Myślę że kiedyś skuszę się na tą pomadkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor jest przepiękny, a formuła fantastyczna, więc polecam :)

      Usuń
  3. Od dawna chodzi mi ten kolor po głowie. Teraz stawiam na bordo, ale może kupię go sobie wiosną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom ten odcień jest na tyle uniwersalny, ze sprawdzi się też jesienią.

      Usuń
  4. Wybrałaś cudowny kolor Kasiu:).
    Szkoda tylko, że nie pokazałaś go na ustach, ale i tak jestem pewna, że prezentowałby się bardzo ładnie;).
    Z tym wykończeniem nie miałam jeszcze do czynienia - mam tylko matte, cremesheen i frost, ale teraz planuję zakup odcienia Lovelorn (lustre).
    Według mnie bezkonkurencyjna jest pomadka Candy Yum Yum;), nałożona na bezbarwny błyszczyk nie jest już tak neonowa, a staje się idealnym różem na co dzień:).
    Pozdrawiam:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety miałam problemy z ujęciem odcienia na zdjęciach. Wychodził zbyt różowo na ustach, ale postaram się jeszcze raz spróbować przy okazji jakiegoś makijażu.
      Ja mam jeszcze matte i cremesheen. Aplified to taki złoty środek pomiędzy tymi dwiema: masz trwałość i intensywny kolor z jednoczesną kremowością i uczuciem nawilżenia.
      Candy Yum Yum jest przepiękna! Długo się nad nią zastanawiałam, ale mam podobny kolor z popularnej jakiś czas temu serii neonowych pomadek w wypraszać. Jak zobaczę dno to pewnie zdecyduję się na Candy, bo bardzo często nosze takie kolory.

      Usuń
    2. To w takim razie jest duże prawdopodobieństwo, że byłabym bardzo zadowolona z wykończenia amplified:).
      Ja też nie lubię dublować kolorów - tak jak Ty, wolę najpierw zużyć i wtedy kupić coś podobnego.

      Usuń
    3. Jest bardzo dużo odcieni o tym wykończeniu, między innymi popularny Girl About Town, Craving, Cosmo. Bardzo ciekawe odcienie różu możesz znaleźć :)
      To dość rozsądne rozwiązanie, tym bardziej, że nie da się na raz wszystkiego używać. Nie lubię wyrzucać kosmetyków.

      Usuń
  5. ładny kolor, ale nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ofercie MAC jest tak dużo kolorów, że każdy znajdzie coś dla siebie :)

      Usuń
  6. Kolor nie dla mnie, ale chętnie jakąś pomadkę Mac bym do siebie przygarnęła. Po głowie chodzi mi odcień Faux :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faux jest przepiękny. Również się nad nim zastanawiam.

      Usuń