Oczyszczanie i matowienie || L'Oreal Pure Clay Mask

wtorek, 15 listopada 2016 | 8 komentarzy |

L’Oreal dba o swoich klientów co i raz wypuszczając na rynek nowe innowacyjne produkty, które mają zmienić życie, a przynajmniej bardzo je ułatwić. W tym roku postawiono na znane i lubiane glinki, które zamknięto w formule zwanej Pure Clay Mask. Okazuje się, że glinka jeszcze nigdy nie była tak delikatna!



Produkt znajduje się w bardzo estetycznym, kwadratowym słoiczku z tandetną plastikową nakrętką , co następnie schowane zostało w kartonik o nowoczesnym designie. Producent w dziwny sposób sprawił, że ten produkt wybija się wyglądem na tle innych drogeryjnych produktów. Gdyby tylko nie ta nakrętka. Maska ma 48 gramów (1.7 uncji) i z jakiegoś powodu nie widzę na opakowaniu ani miejsca produkcji ani daty ważności. Za to, jak to już w Ameryce bywa, jest pełno sugestii albo stwierdzeń wprost, że jestem tego warta. Bardzo się cieszę, ale wolałabym wiedzieć ile mam czasu na zużycie maski. Podejrzewam, że w polskiej wersji maski może być więcej informacji, więc daj znać w komentarzu, jeżeli masz ten produkt. Ja recenzuję wersję amerykańską, albo kanadyjską, bo na słoiczku jest napisane, że kosmetyk był importowany przez oddział L’Oreal Canada w Montrealu, bo tylko do takiej mam dostęp.

Producent przetłumaczył nazwę maski na Czysta Glinka, co poniekąd trochę mnie bawi. Nie ma nic złego w dosłownym tłumaczeniu, a ja osobiście nie mam pomysłu na alternatywę, ale wciąż mnie bawi. W ofercie są trzy maski: czarna (detoksykująco-rozświetlająca), czerwona (złuszczająco-wygładzająca) oraz zielona (oczyszczająco-matująca). Skład każdej z nich oparty jest na mieszance kaolinu, montmorillonitu i glinki ghassoul z różnymi dodatkami w zależności od wersji. W pierwszej znajdzie się jeszcze miejsce dla czerwonych alg, w czarnej dla węgla aktywnego, a w zielonej dla wyciągu z liści eukaliptusa. Ze względu na fakt, że czarnych glinek u mnie dostatek, a ja wciąz walczę ze świeceniem zdecydowałam się na zieloną wersję, o której na polskiej stronie producenta można przeczytać:

“Oczyszczająco-matująca maska Czysta Glinka to sposób na dokładne oczyszczenie twarzy, a także zniwelowanie powstawania sebum. Twoja skóra będzie odświeżona i pozbawiona zanieczyszczeń, a z dnia na dzień stanie się widocznie piękniejsza. Maska zawiera unikalne połączenie 3 mineralnych glinek, które absorbują zanieczyszczenia, pomagają redukować niedoskonałości i zmniejszają ilość wydzielanego sebum. Formuła wzbogacona jest także o składnik pochodzenia roślinnego - ekstrakt z eukaliptusa, znanego ze swoich właściwości oczyszczających i odświeżających.”


W dużym skrócie maska ma oczyszczać pory, matowić i odświeżać. Pure Clay, albo Czysta Glinka, jest pastelowo zielona i ma puszystą kremową konsystencję, która świetnie rozprowadza się na buzi, dając wrażenie używania jedwabistego luksusowego kosmetyku. Zapach również jest bardzo zachęcający. Świeży, pudrowy i delikatnie kwiatowy przypomina mi fioletową serię Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji, którą zabrałam ze sobą na niezapomniane wakacje w Grecji. Powiem szczerze, że dla samego zapachu kupiłabym ten produkt jeszcze raz. Ale producent daje więcej powodów do zadowolenia. Oprócz niesamowitego odczucia jedwabistości po nałożeniu na skórę czuć przyjemny chłód i oczywiście zapach. Maska nie szczypie, nie podrażnia, nie powoduje pieczenia. Po 15 minutach na twarzy delikatnie zasycha, więc do zmycia przydaje się duża ilość wody, szmatka muślinowa, bądź gąbeczka. Dla mnie to produkt stworzony do relaksu w wannie, jak z resztą wszystkie produkty glinkowe.

Jak sprawa się ma po zmyciu? Bardzo podobnie jak w przypadku klasycznych glinek. Skóra jest bardzo odświeżona, miękka i gładsza, a pory wydają się oczyszczone i mniejsze. Mam również wrażenie, że występuje działanie przeciwbakteryjne, ponieważ po zastosowaniu pojawia się mniej problemów, a te istniejące są bledsze i szybciej się goją. Maska również matuje skórę, pozbywając się z niej nadmiaru sebum, co jest zauważalne u mnie nawet następnego dnia. Co jest dla mnie plusem w stosunku do klasycznej glinki to fakt, że nie wystąpiło tutaj swojego rodzaju delikatne wysuszenie, a raczej dyskomfort po zmyciu, który czasami zdarzało mi się odczuwać po maseczce z glinki ghassoul. Jednak nie mogę stwierdzić, by Pure Clay było świetną alternatywą dla osób, które nie mają dostępu do czystych glinek. Ten produkt jest delikatniejszy od domowych mieszanek glinkowych, więc nie sprawdzi się dla wymagających cer, które potrzebują szybko zauważalnych efektów. Za to na pewno zadowolone z działania będą cery normalne, mieszane, suche, czy nawet bardzo wrażliwe, tak jak moja skóra z AZS.



Pure Clay nie jest remedium na wszystkie problemy skórne, ale zdecydowanie jest to produkt, któremu nie można odmówić przyjemności stosowania i dobroczynnego działania na skórę. Jestem pod wrażeniem, że producentowi udało się połączyć działanie starej dobrej taniej glinki, chociaż zmniejszone, z delikatnością i komfortem używania wysokopółkowego kosmetyku. Pure Clay Mask L’Oreal to produkt, któremu warto się przyjrzeć bliżej, co i ja zrobię przy następnej wizycie w drogerii, bo mam ochotę na wersję detoksykująco-rozświetlającą.

Do poczytania!
Kasia

8 komentarzy :

  1. Nie znam tego produktu, jednak słoiczek wygląda uroczo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się rozejrzeć za nim, jest naprawdę ciekawy :)

      Usuń
  2. Musze kupić, brzmi fantastycznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam już o tej masce i jestem jej bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się zastanowić nad zakupem, bo maska jest naprawdę przyjemna w użytkowaniu.

      Usuń
  4. Mam na nią chęć i chyba za jakiś czas kupie :)

    OdpowiedzUsuń