Otocz się zapachem! || Woski Yankee Candle

czwartek, 12 kwietnia 2018 | 6 komentarzy |

Odważyłam się już raz napisać o zapachach domowych, jak i perfumeryjnych, więc odważę się kontynuować w tym samym duchu. Pokazałam czym będę pachnieć tej wiosny, jakie wielkie słoje Yankee Candle pojawiły się wśród moich ostatnich zakupów, a teraz czas na woski. Uwielbiam tę formę otaczania się zapachem, bo nie zobowiązuje do długiego oddania jednej woni, jak w przypadku dużych świec, a przy okazji daje możliwość przetestowania nowości. Wprawdzie często intensywność zapachu różni się w przypadku tartaletek i pełnowymiarowych słoików, ale przy okazji zimowych promocji pokusiłam się też o kilka ciekawych nowych wosków.


KOLEKCJA REGULARNA

v Line-Dried Cotton nieodparcie kojarzył mi się świeżo. Z zapachem słońca, wiatru, czystości, no jak to wyprana bawełna wysuszona na podwórzu babci. W tym przypadku dzieje się coś dziwnego, jest świeżość, ale bardzo owocowa, kwaskowato-słodka. Czuć też coś wietrznego, zimnego, ale też jakby kwiatowego. Kojarzy mi się z konwaliami, ale ciężki mi to określić jednoznacznie. Zapach jest ciekawy, inny, różowy jak kolor wosku, zdecydowanie na cieplejszą porę roku. Szybko rozprzestrzenia się po pomieszczeniu. Jest dość mocny, raczej do większych pomieszczeń, żeby nie drażnił.  

KOLEKCJA WIOSENNA 2018

v Peaches and Cream należy do tych kombinacji zapachowych, których jednocześnie jestem bardzo ciekawa i się ich boję. Mogą być bardzo słodkie i uciążliwe, jak to się zdarzyło przy brzoskwiniowych kosmetykach Too Faced. W tym przypadku czuć przede wszystkim owocową świeżość. Jest brzoskwinia, bardzo kremowa, ciepła, delikatnie słodka, ale też kwaskowata. Jest przyjemna śmietankowa miękkość, która sprawia, że całość nie jest mdła czy przytłaczająca. Wosk szybko się topi, daje zapach wyczuwalny, ale nie dominujący. Świetnie się sprawdza zarówno w mniejszych jak i większych pomieszczeniach. 

v Sun-Drenched Apricot Rose jest jednym z ładniejszych wosków w tym zestawieniu. Zawsze przeraża mnie obecność róży w zapachach, bo potrafi mieć bardzo przestarzały, gorzki charakter zwiędniętych płatków. Tutaj jest cudownie świeża i oblana słodko-kwaśnym sokiem z nektarynki, ale podszyta ciepłą pudrowością. To bardzo udany kwiatowo-owocowy zapach o wiosennym, radosnym charakterze, który świetnie się sprawdzi w dużych pomieszczeniach. Wosk szybko daje zapach, który ładnie rozprzestrzenia się po pokoju. Jest dość intensywny, by go od razu zauważyć, ale nie nachalny. Z pewnością skuszę się na słój, bo ta nektarynkowa róża mnie oczarowała.


v Early Spring Bloom do złudzenia przypomina mi zapach perfum, których naprawdę nie lubię. Cacharel Amor Amor to jedne z bardziej męczących, moim zdaniem, kompozycji zapachowych i dokładnie tak pachnie ten wosk. Bardzo intensywny słodki kwiatowo-waniliowy zapach o sztucznych nutach z jakaś dziwną goryczą, który bardzo gryzie w nos. Zero świeżości i lekkości, którą sugerowałaby nazwa i kolor wosku. Bardzo szybko rozchodzi się po pomieszczeniu i należy do zapachów mocno wyczuwalnych, które mogą wywoływać ból głowy i bardzo przeszkadzać.


v Life’s A Breeze to zapach dla fanów „męskich” aromatów, czyli świeżych i mocnych, ale jednocześnie kremowych i nie przytłaczających. Ma w sobie przyjemne zimno i wietrzność. Kojarzy mi się z nieodparcie z zapachem zimnego górskiego powietrza, co sprawia, że prędzej widziałabym tej zapach w kolekcji zimowej niż wiosennej. Z drugiej strony to bardzo neutralna kompozycja, która sprawdzi się w wielu sytuacjach i na pewno nie będzie drażnić. Wosk nie daje bardzo intensywnego zapachu, więc raczej sprawdzi się w mniejszych pomieszczeniach, ale bardzo szybko roznosi się po pokoju.  

WYPRZEDAŻ

v Crisp Morning Air należy zdecydowanie do zapachów bardzo świeżych i czystych, odrobinę wręcz ziołowo-cytrusowych. Pachnie jak zimne, wiosenne, poranne powietrze, gdy mieszają się pierwsze nuty świeżej zieleni z resztkami zimowego mrozu. Zapach jest bardzo neutralny, nie ma dominującej nuty i może być uniwersalny. Wosk szybko się topi, dając zapach, który rozprzestrzenia się po pomieszczeniu, jednocześnie pozostając wciąż przytłumiony. Nie jest intensywny i męczący, nadaje się raczej do mniejszych pomieszczeń, bo w większych gdzieś ucieka.



Otaczasz się zapachami, czy uważasz, że to zbędna fanaberia? Jaką formę zapachu preferujesz – woski czy świece, a może coś jeszcze innego?

Pozdrawiam!
Kasia

6 komentarzy :

  1. ja w zapachach do pomieszczeń się jakoś nie lubię :D Jedynie co to automatyczny odświeżacz powietrza i czasem jakaś fajna świeczka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Automatyczny w sensie taki reagujący na ruch? Z tego, co się orientuję te odświeżacze w spray'u są bardziej chemiczne niż świeczki.

      Usuń
  2. Same dobroci <3 I jakie piękne zdjęcia! Sun-Drenched Apricot Rose i Early Spring Bloom to moje hity na wiosnę - oba uwielbiam <3 Crisp Morning Air kiedyś miałam, był całkiem fajny, ale bez miłości. Za to pozostałych zapachów nie znam i bardzo mnie zaciekawiły! Szczgólnie Line-Dried Cotton i Life’s A Breeze - z tego co piszesz idealnie by się sprawdziły na lato <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Sun-Drenched Apricot Rose to też mój hit, jest cudowny :) Line-Dried Cotton jest fajniejszy niż Life's A Breeze.

      Usuń
  3. Zazwyczaj korzystam z olejków eterycznych. Niestety wiele zapachów bardzo szybko zaczyna przyprawiać mnie o nużenie i ból głowy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię właśnie woski zapachowe :)

    OdpowiedzUsuń