Urodowy rozkład jazdy na jesień

sobota, 23 września 2017 | 2 komentarze |

Lubię wszelkie nowe początki. Postanowienia noworoczne, tygodniowe plany w poniedziałek, zadania w danym miesiącu. Daję sobie dzięki temu cel i wyznaczam zasady, według których funkcjonuję, co pomaga poprawić jakość życia i jednocześnie dać satysfakcję. Nic nie daje takiego kopa jak poczucie dobrze wykonanego zadania. Tej jesieni biorę się za siebie, własne ciało oraz twarz, tworząc urodowy rozkład jazdy. Spersonalizowany plan dla powakacyjnego leniucha.


Spalam kalorie
Od razu uprzedzam, gruba nie jestem, ale pizzę z piwem lubię. Nawet za bardzo biorąc pod uwagę fakt, że moja waga się waha jak wahadło w starym zegarze z kukułką, a obcisłe sukienki dają radę tylko z rajstopami super slimming. Trochę sobie w tym momencie żartuję. Nie jestem jednak zadowolona z wyglądu mojego ciała, tym bardziej, że kilogramy, które zgubiłam w maju i czerwcu wróciły w trakcie wakacji. Rozleniwiłam się jak leniwce w Epoce Lodowcowej. Jeszcze trochę, a mnie i mój nadmiar zastanie mróz. Wracam więc na siłownię. Prawdę mówiąc już wróciłam, ale oprócz paru ćwiczeń potrzebna mi jest regularność i pilnowanie kalorii z myfitnesspal. Mam z tym problem. Ale nie tylko o poprawę wyglądu chodzi, a również o zwiększenie energii, poprawę sprawności i poczucie, że „jestem zwycięzcą”.

Ścieram cellulit
Kilka miesięcy temu odkryłam szczotkowanie ciała na sucho. Wprawdzie pierwsze próby z najtańszą szczotką z drogerii były słabe, ale po zaopatrzeniu się w produkt The Body Shop, szczotkowanie to przyjemność. Dosłownie. Skóra czuje się wymasowana, zrelaksowana, wygląda znacznie lepiej, a sam zabieg dodaje energii. Po miesiącu regularnego szczotkowania da się zauważyć ubytek centymetrów w udach i gładszą skórę. Niestety czasami muszę się zmuszać do pamiętania o tego typu rzeczach, dlatego tej jesieni zamierzam się zmusić. Przed każdym prysznicem, rano czy wieczorem, obowiązkowe kilka minut ze szczotką.

Nawilżam
Kilka lat temu brał udział w akcji regularnego, miesięcznego nawilżania skóry ciała. Stosowałam wtedy najprostszy balsam, a i tak zauważyłam efekty w postaci zwiększonego napięcia skóry, ujędrnienia i wygładzenia. Nie spodziewałam się, że rezultaty będą widoczne tak szybko. Tej jesieni, po każdym porządnym szczotkowaniu skóry i jej umyciu, planuję wcierać balsamy. Zacznę od ujędrniającego Nivea z koenzymem Q10, który fajnie się sprawdza w walce z brakiem jędrności i cellulitem, ale w zapasie mam też masła TBS na chłodniejsze wieczory i większe przesuszenia. Aż się nie mogę doczekać. Serio!  


Ale kwas!
Jesień i zima to idealna pora na rozpoczęcie kuracji kwasami. Zmniejszone promieniowanie słoneczne sprawia, że ich stosowanie jest znacznie bezpieczniejsze dla skóry i nie grozi poparzeniami czy przebarwieniami. Oczywiście stosowane z umiarem. Zabiegi te dostępne są we wszystkich profesjonalnych salonach upiększania urody, ale ja planuję powtórne zwrócenie się w kierunku sprawdzonego kremu Pharmaceris. 10-procentowa zawartość kwasu migdałowego fantastycznie wpływa na moją skórę. Po żadnym innym kwasie nie widziałam nigdy takich efektów, jak po tym. Skóra delikatnie się złuszcza, bez nadmiernego podrażnienia czy zaczerwienienia. Wszystko w granicach normy. Po 2-3 miesiącach przebrnięcia przez nieestetyczne suche skórki to tu, to tam buzia wygląda jedwabiście, zdrowo, odzyskuje naturalny blask i miękkość. Tym razem liczę też na zredukowanie blizn po zmianach trądzikowych i podejrzewam, że się nie zawiodę. W kremie przeszkadza mi tylko to, że śmierdzi, ale czego się nie robi dla urody.

Akcja regeneracja
Będzie radykalnie, wiem. Zauważyłam jednak, że żadne nawilżające kremy ani kuracje przeciwtrądzikowe nie dają mojej skórze tego, co kilka dobrych godzin odpoczynku od pielęgnacji. Nie wliczając demakijażu, żelu do mycia i ewentualnie toniku. Wyczytałam gdzieś, że skóra ma naturalną zdolność do regeneracji i nawilżenia, więc w ramach rozpaczy w walce ze zmianami zapalnymi, sięgnęłam po metody niczym ze średniowiecza. Pierwsze pół godziny jest najgorsze, bo skóra jest ściągnięta, ale po tym czasie zaczyna się naturalnie nawilżać przez produkowane sebum. I to wystarcza mojej normalnej w stronę mieszanej, super wrażliwej cerze. Po takiej nocce wygląda dobrze, bo nie ma nowych zmian, stare są wysuszone, a wszelkie podrażnienia zredukowane. Paradoksalnie, takie 2 noce odpoczynku w tygodniu naprawdę dobrze robią mojej skórze, dlatego staram się kontynuować. Nie twierdzę, że przetrwam całą jesień, ale dam sobie i mojej twarzy szansę.



Masz własne plany i pomysły na poprawienie urody tej jesieni? Może również posiadasz „taki rozkład jazdy”, który zamierzasz wprowadzić licząc na lepszy wygląd, samopoczucie i wypracowanie sobie pewnych urodowych rutyn? Podziel się tym ze mną w komentarzu, z chęcią poczytam i podyskutuje!

Pozdrawiam!
Kasia

2 komentarze :

  1. Ja ciągle zapominam o regularnym szczotkowaniu ciała :/ Muszę sobie chyba jakieś przypomnienie w telefonie ustawić :D

    OdpowiedzUsuń