Czym będę pachnieć tej wiosny? || Coach, Chloé, Masaki Matsushima, Marc Jacobs

czwartek, 22 marca 2018 | 8 komentarzy |

Nadejście wiosny to jeden z najbardziej przełomowych momentów roku, kiedy cała garderoba ulega zmianie. Ciężkie puchowe kurtki zastępowane są przez lekkie trencze, trappery odchodzą w zapomnienie na rzecz lekkich balerinek i tenisówek, swetry chowają się na dnie szafy, a stylizacje dostają co raz więcej koloru. Pojawia się długo wyczekiwana lekkość i zwiewność w ubiorze, którą raz z nadejściem wiosny warto podkreślić zapachem. Ja w tym roku stawiam na raczej mainstreamowe kompozycje kwiatowe w połączeniu z owocami, a przy okazji na uwielbianą przeze mnie bawełnę.


COACH Eau de Parfum – malinowy król

Podobno Coach EDP jest łatwy do kochania. Niby nieskomplikowany i bezpretensjonalny, ale jednak nie banalny. Rozpoczyna się bardzo owocowo, kwaskowato. Dużo w nim cudownej maliny, trochę pieprzności, co przepięknie się łączy z gładką różą. Po paru minutach pojawia się jeszcze zamsz, który kocham w tym zapachu najbardziej. To on nadaje całości kompozycji gładkości, którą uwielbiam. Z nim połączone są też jakieś szorstkie nuty drzewne, ale i ta malina, która przez cały czas sprawia, że zapach ma ciepłą świeżość, która kojarzy się z oceaniczną bryzą na plaży nagrzanej słońcem. Coach EDP jest ciepły, przytulny, skórny, bardzo kobiecy, może nawet dojrzały, ale wciąż nowoczesny. Połączenie kremowości i zadziorności. Idealny do swetra i koca, ale także na wiosenny spacer po Central Parku. W moim przypadku bliskoskórny, utrzymujący się około 4-5 godzin.

MASAKI MATSUSHIMA Shiro – zapach prania

Zapach, którego się raczej nie lubi, bo kojarzy się ze świeczkami zapachowymi, proszkiem do prania, praniem z suszarki i czystością. Ostatnio przeczytałam też, że pachnie brudem, mchem, wysuszonym ogrodem i unisexem. Z tym ostatnim nawet mogłabym się zgodzić, bo zapach nie jest typowo kobiecy i może dlatego tak mnie urzeka. Rozpoczyna się kwiatem bawełny i tak właściwie taki pozostaje przez cały czas, przez chwilę bardziej zimny, potem gorzkawy, na końcu ciepły, ale to wciąż klasyczna świeża, prosta bawełna. Nie zmienia się wybitnie w czasie, nie ewoluuje, ale i to mi się w nim podoba, bo ta jego stałość sprawia, że jest nie banalny, wyczuwalny, ale bez męczenia. Zdecydowanie minimalistyczny i biały, nieskomplikowany i uniwersalny, bo „shiro” po japońsku oznacza „czysty” albo właśnie „biały”. Jak na zapach o przeciętnej projekcji utrzymuje się na mojej skórze bardzo długo, kilka porządnych godzin, a nawet następnego dnia potrafię go wyczuć.


CHLOÉ Nomade – dzikość śliwki

Nigdy bym się nie spodziewała, że jakikolwiek zapach marki Chloé zagości na mojej skórze. Róża i dojrzałość charakterystyczne dla perfum tej marki są zdecydowanie nie dla mnie i przede wszystkim kojarzą się z moją mamą, która zużyła już kilka dobrych flakonów Chloé EDP. Tegoroczna premiera, nazwana Nomade, to całkowicie inna bajka. Młodsza, zwiewniejsza, odważniejsza i mniej wygładzona niż reszta perfumeryjnych odsłon marki. Gdzieś tam czuć, że to zapach od Chloé, ale w wersji dzikiej i nieujarzmionej. Rozpoczyna się pieprzną, świeżą, wilgotną i owocową kwaskowatością. Chwilę potem pojawia się słodycz i świeże, wietrzne kwiatowe nuty. Czuć wyraźnie śliwkę mirabelkę. Finisz jest delikatnie gorzkawy, ziemisty i mszysty. Zapach ma na mojej skórze przeciętą projekcję, za to świetną trwałość, bo czuć go około 7 godzin. Nonszalancka ta odsłona śliwki, świetlista, ale surowa, zdecydowana i przepiękna. To moje nowe zapachowe odkrycie i na pewno kupię go w dużym flakonie.


COACH Floral – sorbet ananasowy

Gdyby nie ten ananas obawiam się, że zapach byłby dla mnie nieznośny i przyprawiał o ból głowy. To ta kwaskowata słodycz dodaje energii i radości kwiatom. Zapach zaczyna się pięknie, jest w nim bardzo dużo ananasa i cytrusów, który rozwija się po paru minutach w bardzo dominujące białe kwiaty z decydowaną przewagą gardenii. Czuję w nich też jakąś różę i coś pieprznego, co po jakimś czasie przeradza się w piżmowo-drzewną bazę. Zapach jest przyjemny i raczej uniwersalny, chociaż nie należy do bliskoskórnych, bo kwiaty dają mocno o sobie znać otoczeniu. Jak na zapach typowo wiosenny mało w nim lekkości i zwiewności, jest bardzo wyraziście. Brakuje mi kremowości znanej z Coach EDP, co sprawia, że wersja Floral jest jak słońce świecące prosto w oczy. Ananasowy sorbet znacznie zmienia jednak moje podejście do tego zapachu, bo dodając mu cytrusowości sprawia, że po prostu go lubię i kojarzę sobie właśnie z wiosennymi miesiącami, z lekką sukienką w kwiaty, ale przykrytą ciężką jeansową czy skórzaną kurtką z szafy na strychu. Niestety na mojej skórze nie należy do zapachów trwałych, utrzymuje się około 3-4 godzin.  


MARC JACOBS Daisy Dream – kremowa chmurka

Kontrowersyjny zapach. Podobający się kobietom, ale szeroko krytykowany przez znawców tematu za sztuczność, brak polotu i nudną prostotę oraz bliskoskórność i ulotność. A ja właśnie to w nim lubię. Daisy Dream to nie jest zapachowa deklaracja, nie nosi się go jak orderu za zasługi, to raczej ulotna mgiełka. Trudno o bardziej zwiewny i eteryczny zapach w uroczej, dziewczęcej, może nawet trochę dziecinnej buteleczce. Przy pierwszym zetknięciu Daisy Dream jest zimna, ale słodka, owocowa, jeżynowa, ale tak naprawdę żadna nuta nie wybija się na pierwszy plan. Po chwili dochodzą kwiaty, w których tle przebija gdzieś jaśmin. Po pewnym czasie pojawia się też trochę mlecznej kremowości, pudrowości, może piżma. Od samego początku kompozycja jest bardzo spójna, zgrana tak, że żadna nuta zapachowa nie dominuje. Kojarzy mi się przez to z chmurami, przestrzenią, balsamem do ciała, które sprawiają, że nosi się ten zapach łatwo i lekko, w te dni, gdy nie chcę się wyróżniać, a pachnieć sama dla siebie pozostawiając przestrzeń innym. Bliskoskórność i średnia trwałość to ułatwiają.   


A Ty jakie zapachy wybierasz tej wiosny?

Pozdrawiam!
Kasia

8 komentarzy :

  1. U mnie dokładnie te same wybory :]

    OdpowiedzUsuń
  2. opakowanie Chloe bardzo mi się podoba i w sumie jestem bardzo ciekawa tych perfum, bo ja normalnie też za nimi nie przepadam, a skoro Ty też tak masz, a ten zapach Ci się podoba, to mogę mieć podobnie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nomade naprawdę się wyróżnia na tle oferty Chloe :)

      Usuń
  3. Właśnie się rozglądam za czymś na wiosnę, ale tyle pięknych zapachów, że nie mogę się zdecydować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wersje "travel size" są świetnie w takich sytuacjach. Można wypróbować zapach nie martwiąc się, że w razie czego pozostanie się z wielkim flakonem, z którym nie wiadomo co zrobić, bo perfumy się nie podobają.

      Usuń
  4. U mnie to Miracle, Eau Tender od Chanel i mgiełka Blossom od Organique:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pisałam komentarz w pociągu, ale mi net uciekł :P
    MASAKI MATSUSHIMA Shiro i Marc Jacobs moi faworyci, zdecydowanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, rzadko się spotykam by ktoś lubił Shiro, jak ja :)

      Usuń