Czas na... #1 || Czarny Protest, perfumy w kosmetykach i polowanie na torebkę

poniedziałek, 26 marca 2018 | 5 komentarzy |

Od dłuższego czasu myślałam nad wprowadzeniem na bloga serii tekstów, w których mogłabym się podzielić luźnymi myślami. Od tak, po plotkarsku, na luźno, bez godzin spędzonych na przygotowaniu i po prostu do kawy. Trochę bym sobie ponarzekała i trochę pochwaliła, opowiedziała co tam u mnie słychać, co mi ostatnio wpadło w oko i nad czym się zastanawiam. Trochę o sferze beauty bez napinki, trochę o tak zwanym lajfstajlu. Bardzo lubię czytać tego teksty na innych blogach, szczególnie tych kosmetycznych, bo na produktach poprawiających urodę świat się nie kończy.


CZARNY PROTEST

W piątek całkiem świadomie ubrałam się na czarno. Nie dlatego, że chciałam coś w ten sposób pokazać, ale dlatego, że jedyne domowe ubrania, w które wciąż się mieszczę są właśnie w tym kolorze. Bo jestem w zaawansowanej ciąży i chociaż temat, z którym Polki wyszły w piątek na ulice mnie w tej chwili tak bardzo nie dotyczy, to pamiętam uczucia towarzyszące mi w pierwszym trymestrze. Strach, który paraliżował mnie przez pierwsze tygodnie zanim jeszcze doszło do jednego z pierwszych najważniejszych badań USG określających czy dziecko jest zdrowe. I to kojące uczucie dające bezpieczeństwo, że gdyby doszło do najgorszego, gdyby maleństwo było bardzo chore bez szansy na przeżycie, to medycyna i prawo w kraju, w którym mieszkam, dałoby mi możliwość wyboru. Nie wiem, jakbym się zachowała w takiej sytuacji, ale wspomniana możliwość dodawała mi sił. Każda kobieta zasługuje na takie poczucie bezpieczeństwa, wsparcie i wybór. Nie po to by nie brać odpowiedzialności za bezmyślność na imprezie, ale po to by wziąć odpowiedzialność za swoje ciało i swoją rodzinę. Każda kobieta zasługuje na to by od dziewczynki była nauczona szacunku do własnego ciała.


PERFUMY W KOSMETYKACH?

Wiele produktów, które pojawiają się w mojej kosmetyczce to nie tylko potrzeba dbania o zdrowie i urodę, ale także zachcianka. Lubię więc gdy dodatkowo cieszą wyglądem, przyjemnym zapachem, a nawet fajnym marketingiem. Może jestem pod tym względem próżna, no cóż, tak po prostu w moim przypadku jest. O ile jednak kształt i kolor opakowania nie mogą znacząco wpłynąć na jakość mojego życia, o ile nie jest bardzo niehigieniczne albo tak udziwnione, że wydobycie kosmetyku zajmuje mi pół dnia, to zapach już tak. Robiąc ostatnio makijaż poczułam dyskomfort, ból głowy i mdłości. Nie powinno to dziwić w ciąży, ale to nie hormony, tylko intensywny zapach kosmetyków spowodował taką reakcję. Znalazłam produkty, których użytkowania wymaga mocnych nerwów lub braku powonienia. Wszystkie należą do linii Peaches&Cream Too Faced. O ile już czekoladki i brzoskwinki pachniały intensywnie, to połączenie z owoców ze śmietaną stworzyło mieszankę wybuchową. Złapałam się na tym, że nie jestem w stanie wytrzymać w makijażu, bo śmierdzi mi twarz. Dosłownie, słodki, kremowy ulepek drażni przez kilka godzin od aplikacji. O ile jeszcze ustaje po zamknięciu palety cieni, to baza, podkład i mgiełka z tej serii to dla mnie kompozycja nie do przełknięcia. Równie irytującym produktem, tym razem do pielęgnacji, jest pianka micelarna La Roche-Posay o zapachu tak intensywnym, że trudno mi uwierzyć, że to kosmetyk stworzony do skóry wybitnie wrażliwej i podanej na podrażnienia. Przeszkadzają Ci mocno perfumowane kosmetyki?


POLOWANIE NA TOREBKĘ

Nie tylko jestem molem książkowym, ale też kolekcjonerem, który ma w posiadaniu rozległą biblioteczkę zarówno w formacie papierowym jak i elektronicznym. Jak uzależniona korzystam ze wszelkiego rodzaju promocji w wydawnictwach gromadząc co raz to nowe pozycje czytelnicze zapominając przy okazji, że mam jeszcze kilka nieprzeczytanych książek z poprzednich zakupów. W ten sposób mojej uwadze umknęła jedna z ciekawszych autentycznych historii w świata mody, której książkowa wersja przeleżała na półce dobre kilka lat. „Polowanie na torebkę” to prawdziwa historia mężczyzny, który stał się torebkowym Ojcem Chrzestnym obalając fikcyjny system zakupu i mit o tym, że na najsławniejszą torebkę świata - birkinkę, należy czekać latami. Wszystko zaczęło się od jednej apaszki Hermès, którą sprzedał na eBay próbując zgromadzić pieniądze na czynsz, gdy praca po drugiej stronie oceanu nie wypaliła, i kobiety o luksusowej wiedzy. Przedziwna opowieść połączona ze złośliwym humorem autora i lekkim językiem książki sprawiły, że czytanie było ogromną przyjemnością, a książkę serdecznie polecam nie tylko fanom luksusowych dóbr.  

Jakie jest Twoje zdanie na te tematy? Podoba Ci się taka forma luźnego tekstu o wszystkim i o niczym? O tym, co ważne albo trywialne albo co po prostu chodzi mi po głowie? Chcesz poczytać też trochę o produktach pielęgnacyjnych dla dzieci i o kosmetykach dla kobiet w ciąży?

Pozdrawiam!
Kasia

5 komentarzy :

  1. Ja również mam słabość do książek, już się z nimi nie mieścimy. Perfumy to mój wielki nałóg, podobnie jak biżuteria

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajna seria! :) Jak byłam w ciąży to też miałam problem ze słodkimi zapachami - kwitnącą wiśnię czułam na 10 metrów, tak że jeszcze jej nie widziałam a już czułam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja tak miałam z kawą w pierwszym trymestrze. Starbucksa potrafiłam wyczuć nosem i za wszelką cenę omijałam z daleka ;)

      Usuń
  3. Bardzo lubię takie wpisy :) Książka mnie mega zaciekawiła - zapisuję tytuł i w wolnej chwili muszę po nią sięgnąć. Co do protestu, mam dokładnie takie samo zdanie jak Ty. Nie popieram aborcji jako metody antykoncepcyjnej, bo ktoś się zapomniał czy nie chciało się skoczyć po gumki, ale w przypadku gwałtu czy choroby dziecka to są tak trudne decyzje moralne, że każda kobieta powinna mieć prawo podjąć je sama w zgodzie z własnym sumieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest fajna i lekka, naprawdę polecam :) Wpisy będą się pojawiały co jakiś czas, w zależności czy będę miała coś ciekawego do przekazania.

      Usuń