OPI California Dreaming || Summer 2017

wtorek, 11 lipca 2017 | 6 komentarzy |

Lato dla odważnych, którzy zamiast czekać na samoistne spełnienie się swoich kalifornijskich marzeń sami je spełniają. OPI organizuje wakacje w drodze w swojej letniej kolekcji California Dreaming. Od Los Angeles, przez Carmel i Park Narodowy Yosemite, San Francisco, Napa oraz Park Sekwoi, aż po Malibu i Santa Monica. Dziewczęce, łagodne i ciepłe jak kalifornijskie słońce odcienie czekają na szalone wakacje w drodze.


Tym razem marka OPI stworzyła kolekcję „użytkową” bez dziwnych, trudnych do noszenia odcieni i formuł. Klasyka nad klasykami. Może się wydawać nudna i banalna, ale ta kolekcja jako pierwsza z OPI trafiła do mnie w całości właśnie ze względu na uniwersalny dobór kolorystyczny. California Dreaming może nie jest najbardziej inspirującym zestawem 12 ciepłych odcieni, ale za to bardzo stonowanym i przyjemnym w odbiorze. Relaksuje, uspokaja, otula ciepłem kojarząc się z zachodem słońca na plaży. Osobiście nie znam kobiety, która w tej mieszance nie znalazłaby nic dla siebie. Po francuskich słodkościach Essie w odcieniach pasteli, szalonych neonach w kolekcji Orly Coastal Crush i bliżej nieokreślonej tropikalnej mieszance wszystkiego, którą zafundowało China Glaze, OPI ze swoim kalifornijskim snem jest bardzo odświeżające.

Więcej: Essie Summer2017 


Klasyczne odcienie to i właściwości. W większości kolekcja opiera się na łatwych w obsłudze kremowych formułach, chociaż zdarzyły się dwa wyjątki w postaci żelków. Wszystkie są bardzo dobrze napigmentowane, a ich konsystencja rozwodnionej śmietany kremówki powoduje, że bardzo gładko rozprowadzają się na paznokciach. W większości do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy, ale jaśniejsze odcienie i żelki raczej wymagają trzech w zależności od grubości nakładanych warstw. Znalazłam jednak w internecie informacje, że nie wszystkie partie lakierów są tak dobre. Czytałam, że zdarzają się problemy ze zbyt gęstą konsystencją i konieczność rozcieńczania. Możliwe, że nastąpiły problemy na produkcji, możliwe, że zdarzyły się błędy w przechowywaniu. Ja jednak nie mam żadnych problemów z jakością.


OPI To The Mouse House We Go! Jeden z dwóch żelków w tej kolekcji. Jasny, klasyczny odcień seksownej czerwieni kojarzący się ze swoiskimi makami na polu i… Myszką Miki. 

OPI Me, Myselfie & I  Producent twierdzi, że koral, ale bardzo bardzo czerwony. Jest to gustowne połączenie czerwieni z pomarańczem i kropelką różu.

OPI Santa Monica Beach Peach Pomarańczowy. Co więcej mogę napisać? Odcień krwistej pomarańczy, intensywny, uwodzicielski, ale nie krzykliwy.

OPI Time For A Napa  Jaśniejszy, bardziej różowy koral. Jeden z moich ulubieńców z tej kolekcji.

OPI Sweet Carmel Sunday Miedź, miedź widzę, widzę miedź. I to jaką ładną, metaliczną, karmelkową i odrobinę satynową. W jasnym, intensywnym świetle wychodzą z niej tony jasnego złota z nutką „rose gold”.

OPI Don’t Take Yosemite For Granite Granitowy, grafitowy, ciemnoszary odcień kamienia z Parku Narodowego Yosemite. Metaliczny, satynowy, piękny.

OPI Feeling Frisco Idealnie cielisty piaskowy odcień beżu, zwany również “nudziakiem”. Bardzo kremowy, jasny i stylowy.

OPI Barking Up The Wrong Sequoia Przygaszony rozbielony brzoskwiniowy beż, bardzo kobiecy.

OPI Excuse Me, Big Sur Brudny róż. Pozornie mógłby dawać nieładny szarawy efekt, ale na dłoniach nabiera mocy i klasy. Widzę go w połączeniu z profesjonalnym garniturem jak i wieczorową suknią.

OPI Malibu Pier Pressure Cukierkowy, intensywny róż z nutką bieli. W stylu Barbie.

OPI GPS I Love You Hot Pink. Nie wiem co więcej mogłabym dodać. Ideał, klasyk, kolejny ulubieniec.

OPI This Is Not Whine County Sok malinowy, dżem z owoców leśnych. Drugi żelek w kolekcji w całym swoim jagodowo-winnym majestacie.



Od lewej: To The Mouse House We Go!, Me, Myselfie & I, Santa Monica Beach Peach, Time For Napa, Sweet Caramel Sunday, Don't Take Yosemite For Granite, Feeling Frisco, Barking Up The Wrong Sequoia, Excuse Me, Big Sur, Malibu Pier Pressure, GPS I Love You, This Is Not Whine County

Nie ma koloru, wzoru, zdobienia czy wykończenia, które nie pojawiłoby się na moich paznokciach. Nie, żebym nie była wybredna, ale ja uwielbiam wszystko, co związane ze stylizacją paznokci. W teorii California Dreaming powinna mi się wydać nudna, ale uwodzi. Te powtarzalne, klasyczne odcienie, które tak naprawdę da się dostać w ofercie każdej marki dostały jednak własną opowieść, tło i styl, które mnie oczarowały. Kojarzą mi się z moją własną podróżą do Kalifornii i są jak pocztówka z podróży – przytłaczającego San Francisco, imponującego Stanford University i bajecznie dzikiego Parku Narodowego Yosemite.

Jak podoba Wam się kolekcja OPI California Dreaming? Uważacie, że jest nuda i mało inspirująca czy wręcz przeciwnie – daliście się uwieść kalifornijskiemu marzeniu?  Macie swojego ulubieńca wśród lakierów z tej kolekcji?

Do poczytania!
Kasia

6 komentarzy :

  1. Sporo kolorów:) Chociaż mnie brakuje niebieskości:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjrzyj się więc kolekcji Iceland na jesień ;)

      Usuń
  2. Kolekcja jest cudowna, kolory świetne i bardzo kobiece. Teraz noszę Me, Myselfie & I i jest <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolory bardzo moje i lubię tę kolekcję. Wg mnie OPI jakoś szczególnie nie udziwnia, w każdej kolekcji znajdziemy coś "klasycznego" czy "bezpiecznego" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że w kolekcjach zawsze jest coś bardzo bezpiecznego do noszenia, ale to nie trudne przy 12 kolorach. Chciałam jednak zwrócić uwagę, że California Dreaming jest znacznie bardziej klasyczna niż na przykład jesienna Iceland, gdzie pełno niebieskości i brązów :)

      Usuń