10 twarzy Listopada

wtorek, 2 grudnia 2014 | 3 komentarze |
Wydarzenie miesiąca
Listopad był dla mnie miesiącem bardzo trudnym, zarówno w życiu osobistym, jak i uczelnianym. Wydarzyło się naprawdę wiele rzeczy, ale nie o wszystkich chciałabym Wam mówić, dlatego wybrałam takie, którego nie uznaję za tak bardzo osobiste i którym chcę się dzielić. 

W październiku przyszłego roku będę już mieszkanką Ameryki, a tak właściwie Bostonu. Nie ukrywam, że pierwsze dni po podjęciu decyzji były dla mnie potwornie ciężkie, bo nigdy nie przypuszczałam, że zamieszkam w Ameryce i jakoś nie mogło to do mnie dotrzeć. Jednak pogodziłam się już z tym i powoli zaczynam się cieszyć na tę wielką przygodę ;) 

Ps. Macie doświadczenia z przewozem zwierząt do Ameryki? Mamy dwa koty i nie chcielibyśmy ich oddawać, a zabrać ze sobą.

źródło: http://media-cdn.tripadvisor.com/media/photo-o/03/9b/2f/47/boston.jpg
Kosmetyk kolorowy miesiąca


Ten miesiąc był bardzo monotonny pod względem kosmetycznym. Robiłam wiecznie ten sam minimalistyczny makijaż, ponieważ brakowało mi czasu na więcej. Dlatego naginam trochę tę kategorię i umieszczam w niej kostkę miniatur z zimowej kolekcji Essie. Pokazywałam Wam tę kolekcję pod tymi linkami: 1., 2., 3., 4., 5.. Wiecie, że ją uwielbiam i uważam za jedną z najlepszych stworzonych przez Essie. Fantastyczne kolory!

Kosmetyk pielęgnacyjny miesiąca


Nie tylko na makijaż brakowało mi w tym miesiącu czasu, ale również na pielęgnację. Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam na buzi maseczkę. Za to notorycznie smaruję dłonie kremami ze względu na niskie temperatury na dworze, które znacznie wysuszają mi skórę. Jak zwykle sięgnęłam po kremy L’Occitane, ale tym razem w wersji bitej śmietany, czyli Whipped Creme. Krem ma większą zawartość masła shea niż klasyczna wersja, ale jest też bardziej zbity, mimo to szybko się wchłania porządnie nawilżając i pozostawiając dłonie gładkie. Niedługo powinna pojawić się recenzja ;)

Zakup miesiąca


O kosmetykach Kiko myślałam już od dawna i w końcu udało mi się zaciągnąć męża na drugą stronę Genewy, do miasta Annemasse, w którym dopadłam sklep tej firmy. Zadowolona z siebie wróciłam do Polski z malutką torebeczką, a dwa dni później okazało się, że mój napad na sklep był niepotrzebny, bo Kiko otwiera się w warszawskiej Arkadii. Smuteczek, ale zakupy mam! Przygarnęłam lakier do paznokci w przepięknym szaro-fioletowym odcieniu o numerku 515 oraz korektor pod oczy Natural Concealer w odcieniu 02. Wzięłam drugi w kolejności kolor ze względu na mocno różowe tony widoczne w jaśniejszym odcieniu, które nie służą mojej cerze. Lakier już obfotografowałam, ale korektor jeszcze chwileczkę będzie musiał poczekać na swoją kolej.

Gadżet miesiąca


 Tutaj też naginam zasady i pokazuję Wam coś, co jest gadżetem i jednocześnie nim nie jest. Szybkoschnąca lakiery nawierzchniowe w końcu można by było nazwać gadżetami kosmetycznymi, które znacznie ułatwiają życie. Insta-Dri kupiłam jako zamiennik dla mojego ukochanego Poshe i spisuje się w tej roli doskonale. Nabłyszcza, wysycha w kilka minut i nie śmierci bardzo skandalicznie. Chociaż mógłby przedłużać trwałość manicure.

Trik miesiąca
W tym miesiącu brakuje triku. Miałam w prawdzie pomysł, ale ostatecznie zdecydowałam, że za mało razy go stosowałam, żeby nazwać trikiem miesiąca, więc pewnie pojawi się pod koniec grudnia.

Zapach miesiąca


Nowość na mojej półce kosmetycznej przywieziona przez mojego M. z Londynu. Ten zapach Calvin Klein znalazł się na mojej wishliście na 2014. Długo nie mogłam zrealizować tego marzenia, ale ostatecznie niezawodny mąż przyszedł z pomocą. Downtown to zapach który zdobywa równie wiele pozytywnych opinii, co tych negatywnych. Mam wrażenie, że na Wizażu albo się go kocha albo nienawidzi. Ja jednak go kocham. Jest świeży, dynamiczny, słodki, trochę pudrowy, a następnie rozwija się w korzenną głębię. Wbrew wielu opiniom nie jest to płaski, tani zapach podobny do tych z Avonu, wręcz przeciwnie – jest elegancki i wyrafinowany.

Książka miesiąca

źródło: http://merlin.pl/Bigamista_Mary-Turner-Thomson,images_big,21,978-83-240-2367-7.jpg
Już chciałam Wam napisać, że książki miesiąca nie ma, gdy przypomniałam sobie o Bigamiście Mary Turner Johnson. Książka ta jest wspomnieniem i jednocześnie autobiografią małżeństwa z bigamistą i notorycznym kłamcą. Ciekawa, chociaż językowo nie powala. Warto przeczytać dla samej historii, bo naprawdę trudno czytać o kobiecie, która w pełni ukazuje swoje uzależnienie od mężczyzny. Można tego nie rozumieć i nie pochwalać, ale autorka zasługuje na szacunek, że zdecydowała się to wszystko opisać.

Film miesiąca
 
źródło: http://www.filmweb.pl/film/Igrzyska+%C5%9Bmierci%3A+Kosog%C5%82os.+Cz%C4%99%C5%9B%C4%87+1-2014-626983/posters#next
Film, a nawet dwa! Zacznę jednak od tego, który musiał stać się moim osobistym hitem. Może nie jestem w tym obiektywna, bo uwielbiam zarówno książki, jak i filmy z soundtrackami do nich. Mowa o trylogii Igrzyska Śmierci oraz ostatniej ekranizacji Kosogłos część I. W przeciwieństwie do poprzednich części nie ma tu gwałtownych zwrotów akcji i dynamicznych scen. Brakuje nawet przebłysków rewolucji toczących się w innych dystryktach. Wszystko dzieje się tak jakby poza sceną przygotowując widza do tego, co dopiero ma nastąpić Kosogłos część I to niesamowicie klimatyczne preludium do finału.
 
źródło: http://www.filmweb.pl/film/Dom+z%C5%82y-2009-470384#
Drugim filmem, który Wam polecam jest ciężki i mroczny Dom zły Szmarzowskiego. Osadzony w czasach PRL-u pokazuje bezduszność i bezsens pracy policji prowadzonej w cieniu rozgrywek politycznych. Obnaża polską mentalność tych czasów i nie owija w bawełnę. Chociaż reżyser nie ocenia i nie krytykuje, to film jest ciężki. Osadzony w dwóch planach czasowych Dom Zły dobija dosadnością oblaną sporą porcją wódki.

Słowo miesiąca
Boston!

3 komentarze :

  1. jedne Igrzyska śmierci oglądałam i mi się podobały, na te też mam chęć
    a czemu do Bostonu się przenosisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za tak późną odpowiedź, ale okazało się, że poprzedni komentarz nie opublikował mi się przez problemy z internetem.

      Do Bostonu przenoszę się, bo chciałabym przez jakiś czas pomieszkać za granicą, a dostaliśmy możliwość wyjazdu właśnie tam :)

      Usuń
  2. Zacznę od końca - Dom Zły bardzo mi się podobał, pamiętam jak byłam na nim w kinie, na sali panowała tak ponura atmosfera, że po zakończeniu seansu ludzie wychodzili w absolutnej ciszy. Mam wrażenie, że sporo z nich z uczuciem zniesmaczenia.

    Nowa kolekcja Essie rzeczywiście jest bardzo udana, choć ja akurat sobie ją odpuściłam - mam kilka niemal identycznych odcieni.

    OdpowiedzUsuń