Miniaturowa środa #4 || GlamGlow

środa, 24 maja 2017 | 2 komentarze |

Zdarza mi się, że produkty jednej marki trafiają w 100% w moje oczekiwania, a czego się nie dotknę okazuje się strzałem w dziesiątkę. Kosmetyki ze stajni GlamGlow pozytywnie mnie zaskakują już od pierwszego spotkania w zeszłym roku z nawilżającą pianką do mycia twarzy. Od tej pory jestem sukcesywnie zaskakiwana jakością i tym jak świetnie te produkty odpowiadają na potrzeby mojej skóry. Ups, spoiler alert!


SUPERMUD Clearing Treatment
Umówmy się, że jako marka luksusowa GlamGlow ma luksusowe ceny (czytać: zaporowo wysokie), więc proces myślowy odnośnie zakupu kultowej maski tej firmy przebiegał w bólach. Na szczęście z pomocą przyszło mi pudełko ulubieńców Sephora, w skład którego wchodziła miniatura tego produktu. Na pierwszy rzut oka nic szczególnego, ciemne jak błoto wymieszane ze smołą i patykami, śmierdzi jak ziemia po deszczu z dodatkiem kropli żołądkowych. Mniam, zachęcające. Uczucie nakładania na twarz nie ma nic wspólnego z luksusem, na który wskazywałaby cena. Znacznie lepiej w tej materii radzi sobie maska Czysta Glinka z L’Oreal (ta nazwa nieustannie mnie śmieszy), która pieści zmysły zapachem, konsystencją i działaniem. SuperMud to jednak nie bez przyczyny złoty graal urodowego świata. Moja skóra nigdy nie była tak oczyszczona i uspokojona jak po użyciu tej maski. Napiszę więcej – skóra wygląda jakby wyszła właśnie z salonu kosmetycznego. Jest czysta, gładka, miękka i piękna. Idealna.



DREAMDUO Overnight Transforming Treatment
Kiedy skóra jest oczyszczona czas na nocną regenerację i nawilżenie razem z DreamDuo. Produkt to śmieszny, bo ma formę dwóch kosmetyków – serum i kremu, które nakłada się po sobie na skórę na całą noc. Nie do końca rozumiem dlaczego nie dało się tego zamknąć w jednym mazidle, bo nie specjalnie mnie bawi nakładanie tego oddzielnie. Marketingowo pewnie wygląda to zachęcająco, bo w końcu to „zabieg”. Niezależnie od szczegółów aplikacji, ten produkt to dziwak jakich mało. Ja nie wiem co się dzieje w nocy, czy te dwie konsystencje wchodzą w sobą w odmładzającą reakcję chemiczną, czy może zapach kusi małe, zwinne wróżki, które w jakimś rytualnym tańcu czarodziejskim pyłem obsypują buzię, ale rano skóra wygląda jak marzenie. Nawilżona, wygładzona, jędrna i naprawdę młoda. No dobra, stara to ja nie jestem, ale nastoletniej skóry też już nie mam, przynajmniej dopóki nie budzę się rano po nocnej kuracji DreamDuo.


VOLCASMIC Matte Glow Moisturizer
Piękna o poranku skóra wymaga podtrzymania efektu nawilżenia, a w przypadku cery tłustej i mieszanej dodatkowego zmatowienia. Nie tak dawno temu w ofercie GlamgGlow pojawił się matujący krem na dzień dedykowany przetłuszczającej się skórze. Jeden z niewielu produktów, który spełnia obietnice producenta dotyczące pozostawienia cery przyjemnie gładkiej i naprawdę zmatowionej. Treściwa konsystencja nawilża w stopniu zadowalającym na dzień tworząc świetną bazę pod makijaż. Nie zapycha, nie roluje się, tylko zapach babki cytrynowej mógłby być mniej intensywny.



Każdy jeden produkt GlamGlow, który trafia w moje ręce okazuje się być fantastyczny. Niezależnie od tego czy to kultowe bestsellery czy wciąż mało znane nowości, za każdym razem otrzymuję kosmetyk, który spełnia wszystkie moje wymagania. Może to marketing, może to jednak właściwości GlamGlow. Marka jest dla mnie naprawdę wielkim odkryciem już od pierwszego z nią spotkania. Nic, tylko polować na promocje, żeby portfel tak nie cierpiał.

A jaka jest Wasza opinia na temat produktów GlamGlow? Mieliście z nimi styczność? Macie swojego ulubieńca, którego na pewno możecie polecić albo produkt, który znienawidziliście?

Miniaturowe pozdrowienia!
Kasia

2 komentarze :

  1. Na razie miałam okazję wypróbować zaledwie dwa produkty tej marki, ale obydwa absolutnie pokochałam. Poznane maski tak bardzo mnie zauroczyły, że z pewnością sięgnę jeszcze nie raz po ich kosmetyki.

    OdpowiedzUsuń