5 powodów, by zostać "minimalistą"

środa, 8 marca 2017 | 11 komentarzy |

Minimalizm jest w modzie, a w minimalistycznym świecie konsumpcjonizmu na topie są miniatury. Najwyraźniej producenci kosmetyków wzięli sobie do serca porady upraszczające życie i w co raz większych ilościach na rynek wypuszczają mini wersje swoich kultowych kosmetyków. Widać, są minimalistami (albo wiedzą jak zachęcać do zakupów swoich produktów). Bądźmy jednak całkiem poważni, miniatury są fajne, a ja mam co najmniej 5 ważnych powodów by być minimalistką.


1.     Małe a cieszy
Cieszy podwójnie jeżeli jest to miniaturowy produkt marki, którą od dawno miało się na oku. Szczególnie luksusowej marki, która wydawała się do tej pory być poza zasięgiem. Która kobieta nie chciałaby mieć pudru Laura Mercier, pomadki Chanel, różu Marc Jacobs i drogich perfum, a do tego kremu Sheisedo w łazience? Niekoniecznie w tej konkretnej aranżacji produkt-marka. Faktem jest, że miniatury dają zwykłym śmiertelnikom, takim jak ja, możliwość przetestowania luksusowych marek i odkrycia tajemnicy ich popularności. Dzięki nim dowiedziałam się, że nic nie rozświetla tak jak Becca, idealne oczyszczenie zapewnia Glamglow, umiem rysować kręskę, ale tylko przy pomocy linera Kat Von D, kręci mnie zapach kakao z Too Faced i nie lubię Benefitu.  


2.     Szczęśliwy portfel
Nie da się ukryć, że miniatury są po prostu tańsze. Tym bardziej biorąc pod uwagę, że często tworzone są przez marki luksusowe. Dostępne w zestawach, bądź pojemnościach „travel size”, często spotykają się z obojętnością, na którą nie zasłużyły. Ile jednak łatwiej jest kupić mały produkt znanej marki, którego pojemność starczy na kilka tygodni rzetelnego testowania, niż pełnowymiarowy, bardzo drogi kosmetyk, który może okazać się bublem. Słowem klucz jest tutaj „testować”, bo przetestowany kosmetyk, może się okazać zbawienny dla finansów, jeżeli okaże się nie spełniać oczekiwań. Karta kredytowa będzie też wdzięczna, jeżeli połowa kosmetyków nie pójdzie do kosza, bo:

3.     Widzisz dno?
Istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że nie tylko ja mam problemy ze zużyciem produktów, które aplikuje się w małych ilościach, takich jak róż, bronzer i rozświetlacz. Istnieją też doniesienia o tym, że kiedyś komuś się to udało, ale to info niepotwierdzone. W średnio 24 miesiące ciężko zużyć 6, 8 a nawet 10-gramowy kosmetyk, którego ma się czasami kilka odcieni w zależności od potrzeb, możliwości i humoru. Można podzielić się z przyjaciółkami, ale to mało higieniczne i raczej trudne w przypadku produktów prasowanych. Miniatury pozwalają nie tylko na zachowanie kolorystycznej różnorodności w toaletce, ale także pewność, że  nic się nie zmarnuje.


4.     Idealne do torebki
Damska torebka waży tonę i jest to fakt naukowy. A przynajmniej powinien być. Gdzie, pomiędzy pękiem kluczy, młotkiem, śrubokrętem, zapasowymi rajstopami, książką na teraz i drugą na zaś, tabletem, laptopem i smartfonem, znajdzie się jeszcze miejsce na wielką kosmetyczkę ze słoikiem pudru, trzema pomadkami, pięcioma konturówkami, butlą suchego szamponu i szczotką do włosów? Miniatury rozwiązują ten problem w sposób szybki i bezbolesny, bo 5-centymetrowe opakowanie błyszczyka zmieści się nawet do kieszeni ulubionych jeansów bez szkody dla ich fasonu. Nie wspominając już o zaletach podróżowania z miniaturowymi produktami, które zmieszczą się w każdej najmniejszej, podręcznej walizce.


5.     Co sroce w oko wpadnie
Miniatury są po prostu ładne i urocze jak puszyste kocięta. A kto się może oprzeć puszystym kociętom? ;)


Każdy z tych 5 powodów jest całkowicie wystarczający by przerzucić się na kosmetyczny minimalizm. Jeżeli jednak nie przekonałam Was do przyjrzenia się z bliska miniaturom w perfumeriach, to od przyszłego tygodnia w każdą środę będziecie mogli poczytać o moich doświadczeniach z mini wersjami kultowych kosmetyków.

Zostań minimalistą, jak ja! Pozdrawiam!
Kasia

11 komentarzy :

  1. :))) punkt 5 mnie rozwalił :D nie moja filozofia, ale zabawna. Wiele osób pewnie się zgodzi LOL

    Jestem zbyt praktyczna :D Lubię miniatury, bo tylko w taki sposób testuję/oceniam, czy chcę wydać więcej. Idealne na podróż (zwłaszcza pielęgnacja), do torebki raczej ich nie zabieram. Przy kolorówce faktycznie bywają pomocne, ale i tak kończy się na tym, że kupuję wersję pełnowymiarową bo tyci tyci kasetka jest dobra do szybkich testów niż używania :P Nie cierpię miniatur perfum, takie moje zboczenie - jest tylko JEDEN wyjątek, o ile posiada atomizer, ale to bardzo rzadko się zdarza. Także podsumowując, kiepska ze mnie minimalistka ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki temat z przymrużeniem oka :D

      Masz rację, miniatury są przede wszystkim do testowania, na co również zwróciłam uwagę w tekście. Do torebki świetnie się sprawdzają miniatury pomadek wszelkiego rodzaju, bo po prostu są malutkie i zajmują niewiele miejsca. Nie zgodzę się, że miniatury kolorówki nie wystarczają do używania. Mam wiele prasowanych rzeczy w wersji mini i przy codziennym używaniu starczają na bardzo długie miesiące. Pełnowymiarowe produkty są super, jeżeli jakiś odcień szczególnie przypadnie mi do gustu.
      Co perfum się zgodzę. Chociaż uwielbiam małe rozmiary, bo lubię zmieniać zapachy, to brak atomizera jest wyjątkowo irytujący.

      Usuń
    2. Pewnie, że tak :)))

      Niestety u mnie takie kosmetyki do torebki nie zdają egzaminu właśnie dlatego, że są malutkie ;) Od czasu do czasu sięgam po miniaturki pomadek tylko po to, by sprawdzić czy czasem nie będzie mnie przesuszać, po czym kupuję pełny wymiar i ten maluch idzie w kąt bądź przekazuję Mamie, która ma więcej cierpliwości do mini mini :DDD Identycznie z kolorówką, jakiś czas temu dorwałam mini Narsy na których mi zależało, po czym szlag mnie trafiał i zostawiłam wyłącznie na wyjazd. Tak samo z pudrami MUFE HD, aczkolwiek tutaj miniatury upewniły mnie, że ich nie chcę ;) Po czym skończy się na tym, że kupię pełne wymiary. Może patrzę na to inaczej, bo u mnie kolorystyka jest praktycznie taka sama. Krążę wokół stałych odcieni.
      O wiele bardziej lubię pielęgnację w miniaturach, ze względu na wyjazdy. Nie mam wtedy problemu ze skompletowaniem kosmetyczki :)
      Perfumy to w ogóle rządzą się u mnie innymi prawami.

      Usuń
    3. Wielkość, czyli to co dla mnie jest zaletą w przypadku miniatur, innych może wkurzać, to całkiem zrozumiałe. Tym bardziej, że czasami ich rozmiary są naprawdę malusieńkie. Dlatego też szukam miniatur, których pojemność wynosi połowę albo jedną trzecią objętości pełnowymiarowego kosmetyku.
      Ja dzięki miniaturom upewniłam się, że płynne bronzery są całkowicie nie dla mnie, a bardzo się nimi interesowałam.
      Bardzo lubię róże i rozświetlacze, a często nie wiem czy odcień i formuła będą mi odpowiadały, więc jeżeli tylko jest możliwość decyduję się na miniaturkę.
      Miniaturowej pielęgnacji jest u mnie dostatek z tego samego powodu, o którym piszesz - świetnie sprawdza się na wyjazdach. Zawsze mam w zapasie kilka sztuk małych kremów, bo często podróżuję z malutką walizką.

      Usuń
    4. To jak to jest u Ciebie z tymi perfumami?

      Usuń
  2. Fakt - jedli chodzi o topowe markowe produkty można sobie na nie pozwolić i nie spłukać do cna ;) Ja z kolei uwielbiam miniaturki perfum... Bardzo lubię mieć duzo rożnych zapachów, używam ich w zależności od nastroju, nie mam jednych ulubionych ;) Czesto jednak miniatury standardowych produktów wychodzą drożej niz te "pełnowymiarowe" dlatego czesto tworze je sama. Trzeba niestety byc wtedy bardzo ostrożnym... Pomyliłam kiedyś tonik do twarzy ze...zmywaczem do paznokci 😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto "polować" na promocje i oferty w sklepach. Często zestaw miniatur można dostać do zakupów od jakiejś kwoty podając odpowiedni kod. Ja mam na to taką metodę, że wrzucam do koszyka to, czego chcę/potrzebuję i czekam na "okazję" :)
      Nie wyobrażam sobie tego zmywacza na twarzy! Nie piekło?

      Usuń
  3. Bardzo lubię miniatury. :) Często się przemieszczam, więc są idealne do wzięcia w podróż (przelewanie do opakowań zastępczych to nie to). Jak po jakiś kosmetyk sięgam okazjonalnie, też wolę miniaturę. Mam mniejsze wyrzuty sumienia, że się marnuje. No i racja, racja... Wyglądają fajnie. :) Zwłaszcza perfumy, choć nie są tak wygodne w użyciu jak normalnie butelczyny z atomizerem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W opakowaniach zastępczych trudno o higienę, chyba, że na każdą podróż kupuje się nowe opakowania.
      Mniejszy produkt znacznie łatwiej zużyć, pod tym względem miniatury wygrywają z kosmetykami pełnowymiarowymi :) No i sumieniu lżej, masz rację.

      Usuń
  4. Bardzo trafne argumenty Kasiu :) W przypadku kosmetyków z wyższej półki zazwyczaj staram się testować najpierw konkretny produkt w postaci miniaturki. Nie wyobrażam sobie wydania ponad stówy na krem czy perfumy, które mogłyby nie spełnić moich oczekiwań. Do prawdziwej minimalistki mi daleko, ale miniaturkom mówię "tak". I często zużywam próbki (mam tu na myśli pielęgnację) dodawane przez sklepy do zamówień. Czasem w ten sposób można trafić na prawdziwe perełki, o których normalnie by się nawet nie pomyślało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) No właśnie z tymi drogimi produktami jest taki problem, że nie wiadomo czy cena idzie w parze z jakością i właściwościami. Nie twierdzę, że drogie produkty są złe, ale nie każdemu odpowiadają. Łatwiej naciąć się na drogeryjnym kosmetyku, którego cena aż tak nie powala. To ostatnie Twoje zdanie to kwintesencja miniatur, szczególnie dla osób, które lubią testować nowe rzeczy. Te mniejsze opakowania są właśnie idealne do odkrywania nowych fantastycznych kosmetyków!

      Usuń