Wielkie łupy małego podróżnika, czyli polski haul

środa, 22 lutego 2017 | 5 komentarzy |

 Nie wiem jak Wy, ale ja mam na komputerze stały plik, na który wpisuję kosmetyki, które zwróciły moją uwagę i chciałabym je wypróbować w przyszłości. Większość produktów jest jednak nie dostępna w miejscu, w którym mieszkam, więc świąteczna wizyta w Polsce była świetną okazją do wykreślenia z listy kilku z nich.


Jeszcze przed wylotem do Polski zrobiłam użytek z internetu i uzupełniłam koszyk zakupowy w mintishop.pl. Głównym powodem zakupów była chęć wypróbowania pędzli Maxineczki, wielkie marzenie o modelu oznaczonym 04 i informacja o pojawieniu się nowych egzemplarzy, wśród których urzekł mnie malutki włochacz do blendowania o numerku 12. Rozumiem nareszcie zachwyty nad MBrush. Wprawdzie skuwka pokryta złotem nie wzbudza we mnie szybszego bicia serca (ot, dodatek), to miękkość włosia i jego ułożenie już tak. Wielkie brawa dla pomysłodawczyni, bo pędzle są naprawdę warte swojej ceny. Skusiłam się też na polecamy peeling kawowy o zapachu banana marki Body Boom, która jakiś czas temu szturmem wzięła polską blogosferę, oraz kilka wosków WoodWick, wśród których uwiódł mnie solony karmel. Jestem wielką fanką tego zapachu, ale z przykrością musze stwierdzić, że pozostałe kompozycje zapachowe tej marki nie  przypadły mi do gustu. Do koszyka wrzuciłam też cień Makeup Revolution Awesome Metals w odcieniu Rose Gold, który uważany jest za zamiennik sławnego Kitten marki Stila. Cień rewelacyjnie sprawdził się w sylwestrowym makijażu dzięki łatwości aplikacji, trwałości i fantastycznemu metalicznemu wykończeniu.


Internetowe zakupy ograniczyłam do kilku rzeczy, jednak przy każdej wolnej chwili napadałam na pobliskie drogerie łapiąc za jednorazowe maseczki. Co jak co, ale polskie marki są najlepsze pod względem działania i ceny. Zdecydowałam się więc na żelowe płatki pod oczy, nową linię Bielendy Carbo Detox oraz kilka ciekawostek Perfecty. Maseczki oczyszczające oraz peelingi tej marki sprawdzają się u mnie rewelacyjnie, tak samo jak maska rozświetlająca przed wielkimi imprezami, dlatego wrzuciłam do koszyka kilka sztuk. Z nowości skusiłam się na 3-etapowy zabieg Extra Oils, na który naprawdę szkoda zachodu. Spodziewałam się ciekawych doznań przy używaniu maski rozgrzewającej i olejkowej ampułki, ale wyszło wielkie kremowe i ciężkie „meh”. Jedynie peeling dał radę. Mam tylko jedno pytanie – gdzie w tej konsystencji producent ukrył olejki?


Bielenda należy do jednej z najczęściej kupowanych przeze mnie drogeryjnych marek. Nie, żebym była wielką fanką, ale ich formuły najlepiej się u mnie sprawdzają. Serii Professional Formula zdecydowanie należy się uwaga ze względu na świetne działanie, które zaobserwowałam przy maseczkach oczyszczających. Tym razem zdecydowałam się dodatkowo na enzymatyczny peeling dotleniający oraz hydrożelową maseczkę ultra nawilżającą wobec których mam spore wymagania po zaletach oczyszczającej maski wygładzającej. Marka ta ma również w swojej ofercie ciekawą serię Kasztan stworzoną do pielęgnacji cery naczynkowej, z której znowu zdecydowałam się na maseczkę jednorazową. Wśród nowości Bielendy pojawiła się również formuła glinkowa opierająca się na peelingu i maskach na bazie glinek. Zielona wersja ładnie oczyściła skórę bez podrażnienia, więc cieszę się, że zdecydowałam się również na zakup białej. Nie mogłam też pominąć sklepu Ziaji, który odwiedzam za każdym razem po mój ulubiony szampon. Tym razem wrzuciłam też do koszyka maseczkę do cery suchej z kozim mlekiem oraz oliwkową maskę kaolinową z cynkiem.


W ręce wpadło mi też kilka losowych maseczek wśród których znalazły się nowości oczyszczające Isany, zabieg wolumetryczny Yoskine i maski w płacie Garnier Moisture+, które niedawno pojawiły się na rynku. Udało mi się dostać wszystkie trzy – oczyszczającą, wygładzającą i kojącą, które dodatkowo zawierają składniki nawilżające. Z jakiegoś powodu złapałam też za maskę marki Dermika, mimo, że do tej pory każde spotkanie z tą firmą kończyło się dla mnie uczuleniem. Tym razem trafiłam w dziesiątkę, bo 3-etapowy program normalizujący okazał się stworzony dla skóry poddawanej zabiegom kwasowym.


Korzystam z każdej okazji, by uzupełnić zapasy swojego ulubionego szamponu. Nie chodzi jedynie o przywiązanie, ale o jego zbawienne działanie na moją bardzo wrażliwą skórę głowy, która obarczona jest łojotokowym zapaleniem skóry. Szampon łagodzący Ziaja to mój święty graal i polecam go każdemu kto boryka się z problemami ze skalpem. Tym razem jednak, oprócz zapasu tego produktu, skusiłam się na szampon oczyszczający przeznaczony do pielęgnacji skóry z AZS. Może będzie to ciekawa alternatywa dla mojego ulubieńca. Na swojej liście zakupów od dłuższego czasu miałam również peeling Sylveco. Naczytałam się wiele dobrego o tych naturalnych produktach, a pomadka z peelingiem jest moją ulubioną, zdecydowałam się więc na zakup peelingu oczyszczającego przeznaczonego do skóry problematycznej. Nie tylko zaskórniki są moim problemem, ale również pękające naczynka, które co raz bardziej dają o sobie znać. Szukałam więc w sklepach serum przeznaczonego do pielęgnacji skóry naczynkowej i w oczy rzucił mi się produkt Mincer, który zdecydowałam się kupić ze względu na skład. W trakcie poszukiwań w oko wpadł mi również krem pod oczy Rival de loop, który ma bardzo ciekawą żelowo-kremową formułę. Ciekawy gadżet, chociaż nie jestem zachwycona jego działaniem. Nie sprawdza się do wieczornego nawilżania, ani pod makijaż, bo bardzo długo się wchłania. Cena też nie była najniższa jak na tę markę.



Seria różana Bielendy to jeden z fenomenów zeszłego roku. Ile ja się naczytałam o tych produktach! Szczególnie o podobno rewelacyjnej wodzie różanej. Rose Care została stworzona do pielęgnacji skóry młodej i wrażliwej. Produkty te mają silnie nawilżać i działać przeciwstarzeniowo oraz chronić przed zanieczyszczeniami środowiska. Zapewnienia producenta plus urocze opakowania były wystarczające bym skusiła się na zakup wszystkich produktów z serii, chociaż bliżej mi już do pielęgnacji 30+.

Znacie produkty, które pokazałam? Może któryś z nich jest Waszym ulubieńcem, bądź wręcz przeciwnie – bublem wszech czasów? Możecie mi polecić coś, co powinnam kupić przy następnej wizycie w Polsce? Dajcie koniecznie znać w komentarzach!

Pozdrawiam!
Kasia

5 komentarzy :

  1. BodyBoom jest genialny - po oryginalnej wersji ciekawi mnie jeszcze kokos :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja skusiłam się na banan, bo mało jest kosmetyków o takim zapachu, a zazwyczaj pachną fantastycznie. Jeszcze kończę swój peeling kawowy Frank Body, ale pewnie w marcu będę okazję wypróbować Body Boom :)

      Usuń
  2. Tę serię różaną muszę wypróbować... No i przejść się do Ziaji po te szampony, ja też mam problemy ze skalpem, ale używam głównie dermedic emolient linum i pharmacerisa z linii P :)

    OdpowiedzUsuń