Cukierkowe kosmetykomanii początki

środa, 27 maja 2015 | 6 komentarzy |
Pamiętacie swoje urodowe początki? Zawadiackie kucyki na bok? Matujące pudry i podkłady w kompakcie podbierane mamie? Śmieszne dziecięce tusze do rzęs, które oprócz "dorosłego" wyglądu za wiele nam nie dawały? I te cudownie słodkie mazidła do ust, które zamiast trwałego błysku dostarczały kalorii? Ach, słodkie dzieciństwo! I słodka dorosłości, bo niedawno udało mi się odkryć dwa produkty, które spokojnie wpisują się w dziewczyński trend makijażowy ;)



Liplicious Berry Bellini znalazłam w zestawie miniaturek Bath&Body Works, który wylosowałam na charytatywnym spotkaniu blogerów. Oddałabym komuś i nawet nie wiedziała o istnieniu takiego cuda, gdybym nie wyjeżdżała na krótkie wakacje i nie potrzebowała mini żelu pod prysznic i balsamu, które znalazłam w tym samym zestawie. Jaka mnie radość ogarnęła, gdy okazało się, że Berry Bellini pachnie dokładnie jak owocowa mamba, którą kupowała mi babcia w 4-pakach. Chociaż nazwa i kolor w opakowaniu sugerują jagody, to produkt niewiele z tymi owocami ma wspólnego. Ciemny kolor po nałożeniu na usta znika, podejrzewam, że w związku ze specyficzną, gęstą chociaż mało lepką konsystencją. Pozostaje drobny brokat, który daje fajny, nie nachalny efekt.  Do szkoły by się jednak nadał, na co dzień też mogłabym nosić, gdyby nie fakt, że trwałość zjada się po kilku minutach. No czuję się jak w podstawówce, gdy usta malowałam kilkanaście razy dziennie i nic z tego nie było ;)


Colour Elixir 02 wpadł mi w ręce przypadkiem, w Biedronce, w której niedawno pojawiła się szafa kosmetyczna. Wybrałam neutralny beżowo-różowy odcień, o który wychowawczyni w klasie pewnie by nie krzyczała. I znowu najlepsza rzecz to zapach, chociaż tym razem przypomina gumę balonową z Kaczorem Donaldem, którą za parę groszy wygrzebywałam z pojemniczka w szkolnym sklepiku. Pomadka czy płynny lakier do ust (tak twierdzi producent) ma dość gęstą i kleistą konsystencję, którą nie da się w pełni pokryć ust przy pierwszym pociągnięciu. Może to słaba pigmentacja, może ta konsystencja, a może takie było zamierzenie, ale dopiero kilka dokładek pozostawia na ustach bardziej widoczną warstwę koloru z lepkim połyskiem. Pomadka delikatnie zasycha na ustach, ale nie na tyle by być trwałą. Ani jedzenia ani picia nie jest w stanie przetrwać, a zbyt duża ilość słów na minutę też jej szkodzi.



Oba produkty są naprawdę średniej jakości biorąc pod uwagę ich ceny - około 30 zł w przypadku Bath&Body Works i niecałe 9 zł w przypadku Colour Elixir. Mało koloru, który szybko się zjada zastępuje jednak ten niesamowity zapach przywołujący wspomnienia. Chociaż z czystym sercem nie mogę Wam polecić ani jednego ani drugiego, to z drugiej strony nie mogę iż aż tak mocno skrytykować. No przyznajcie się, kto by nie chciał chociaż na chwilę wrócić do takich dziecięcych wspomnień?

Pozdrawiam,
Kasia

6 komentarzy :

  1. Ja zaczynałam od podkradania brązowej kredki mojej mamie a pierwszym ''makijazowym'' kosmetykiem była pomadka wiśniowa NIvei która lekko barwiła usta:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj pamiętam jak się podkradało kosmetyki mamie ;) teraz moja córeczka to robi a ma trzy latka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słodkie było to podkradanie mamie kosmetyków a w szczególności pomadek :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja osobiście bardzo bardzo rzadko używam błyszczyków, raczej sięgam po szminki czy pomadki w płynie, bo są o wiele trwalsze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten kolor z Bell bardzo mi się podoba! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne kolory :) ja już dawno nie używałam błyszczyków :)

    OdpowiedzUsuń