Shiny Reviews || BingoSpa Chłodzący żel po opalaniu

niedziela, 8 marca 2015 | 5 komentarzy |
Kończy się kolejny tydzień, więc czas najwyższy na publikację następnej Shiny-recenzji. Dzisiaj w programie kaczka dziwaczka z zapowiedzią lata, chociaż za moim oknem dopiero dzisiaj zawitała wiosna. Chłodzący żel po opolaniu BingoSpa był lipcowym produktem budzącym największe kontrowersje. Bo na co komu taki miętus?


Opakowanie klasyczne, ale trochę nudne - plastikowe, przezroczyste z równie plastikową nakrętką w czerni. Na tym wszystkim etykieta z napisem "Edycja limitowana", NICI oraz dwuletnią datą ważności. Dziwna ta Limited Edition, skoro ten produkt wciąż dostępny jest na stronie producenta za 17,90 zł. Co jest jednak w środku? Intensywnie niebieska, miętowa galaretka! Przypomina mi kolonie nad morzem, gdzie wszystkie dzieci w wieku 7-14 lat w jednej dłoni dzierżyły smerfowe lody, a w drugiej kruszony słodki lód o równie pięknej barwie nieba. W końcu jedzenie też ma cieszyć oczy ;) Jednak miętowy zapach tego produktu nie zachęca do próbowania, raczej przypomina mi tabletki na ból gardła. Konsystencja śmieszna, galaretka, ale taka nie do końca ścięta, trochę wodnista. Bardzo łatwo nałożyć ją na skórę i rozsmarować.


I tu zaczyna się część o właściwościach. Żel chłodzi tak, że nawet najbardziej spalona słońcem skóra odczuje ulgę i to na długo, bo efekt ten utrzymuje się przez kilkadziesiąt minut. Można spokojnie wybrać się na miasto i cieszyć atmosferą zagranicznych miasteczek nad morzem. Mogłaby być bajka, gdyby nie fakt, że żel strasznie się klei. Gdy wyschnie pierwsza chłodząca warstwa skóra zaczyna się lepić, jakbym oblała się przesłodzonym napojem. To niestety odsuwa wizję egzotycznych wakacji, bo jak mam się cieszyć ciepłym wieczorem, gdy kleję się do wszystkiego po drodze? Żel jest świetny, ale tylko przez jakąś godzinę, bo potem trzeba go zmyć. Nie odwarzyłam się go nałożyć przed snem, ponieważ mimo tego, że na skórze go praktycznie nie widać, to obawiałam się pobrudzenia pościeli na niebiesko. Myślę też, że ten intensywnie miętowy zapach też mógłby nie najlepiej wpłynąć na jakość mojego snu.

Poszukałam jednak innego zastosowania dla tego specyficznego kosmetyku. Idealnie sprawuje się do chłodzenia i odświeżenia zmęczonych upałem i całym dniem na szpilkach stóp. Nie przeszkadza zapach, lepka warstwa czy kolor. Stopy i ja czujemy ogromną ulgę za każdym razem, gdy zastosuję ten produkt.


Chłodzący żel BingoSpa to niezaprzeczalnie kosmetyk kontrowersyjny - dziwna całoroczna edycja limitowana, odurzający zapach mięty (dosłownie), smerfowy kolor i zbyt intensywne wręcz właściwości. Jak widzicie - znalazłam mu zastosowanie, ale nie polubiłam go na tyle, by kupić następne opakowanie. Prędzej pokuszę się o coś z Avon'u, bo ich słoneczne serie naprawdę dobrze wspominam.

Mieliście możliwość wypróbowania żelu BingoSpa? Jak się u Was sprawdził? Czekam na Wasze komentarze!


Pozdrawiam, 
Kasia

5 komentarzy :

  1. Mam inny żel chłodzący i faktycznie chłodzi, szybko się wchłania i nie lepi się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Produkty BingoSpa nawet lubię :) tego żelu jednak nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś używałam jakiegoś chłodzącego żelu i fajnie uczucie takiej.. ulgi :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy ma kolor. Fajnie, że się sprawdza do stóp :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chłodzące kosmetyki używam dość czesto w lato jeśli trochę za szybko opali mnie słońce:) Tego akurat jeszcze nie miałam.

    OdpowiedzUsuń