#Ambasadorka LPM?

czwartek, 16 października 2014 | 16 komentarzy |
Temat wałkowany wielokrotnie - akcja "ambasadorska" Le Petit Marseillais. Długo zastanawiałam się nad publikacją recenzji produktów z uwzględnieniem moich spostrzeżeń na temat samej akcji, ale w końcu zdecydowałam, że w gruncie rzeczy chciałabym dorzucić swoje trzy grosze na ten temat.


Nie powiem, kiedy dowiedziałam się, że zostałam ambasadorką marki byłam bardzo zadowolona. Nie przejęłam się też tym, że w gruncie rzeczy kilkaset wybranych dziewczyn trudno nazwać ambasadorkami, a raczej testerkami. Tutaj akurat pomyślałam "whatever". Akcja zorganizowana była na szóstkę. Świetny marketing, piękne pudełeczka docierające do rąk własnych, prośba o ocenę, próbki dla znajomych, maile z tapetami, informacjami, radami, konkursy. Niestety, to, co początkowo było miłe, po pewnym czasie okazało się po prostu upierdliwe. Same ankiety były ok, gorzej, że oprócz ankiet firma oczekiwała sprawozdania z rozmowy ze znajomymi, a następnie opinii samych znajomych. Do tego wielokrotnie o tym przypominała, średnio 4 razy na tydzień. - maile, potem sms-y. Ja na wakacjach, a tu LPM wyskakuje mi z lodówki. Po prostu poczułam się osaczona. Dwa produkty, a tyle zachodu. Powiedzmy sobie szczerze - za tyle recenzji, zdjęć, hashtagów i nie wiadomo czego jeszcze firma zapłaciłaby grube tysiące, tak wyszło dużo taniej. A tak właściwie to o co to całe zamieszanie?


Na początek pierwszy punkt programu, czyli żel pod prysznic o zapachu kwiatu pomarańczy. Nie będę opisywać pudełka, zapewnień producenta i gramatury. I tak pewnie macie przesyt. Przejdę od razu do właściwości i moich spostrzeżeń. Żel jest bardzo kremowy, ma bardzo przyjemną konsystencję gęstszą od śmietany, ale słabo się pieni. To jednak nie przeszkadza w rozprowadzeniu produktu i umyciu całego ciała, a także zmyciu go, bo zmywa się bardzo szybko. Zapach jest niezły, chociaż raczej nie wybrałabym go z całej gamy produktów tej firmy dostępnych w Polsce. Żel nie wysusza, ale też nie specjalnie nawilża, o czym trąbi producent. Ot, żel pod prysznic.


Po miłej kąpieli czas na nawilżenie z mleczkiem do ciała z dodatkiem masła shea, oleju arganowego i oleju migdałowego. Wielki plus za opakowanie z pompką, które daje komfort użytkowania. Drugi duży plus za rewelacyjną konsystencję, dzięki której mleczko się szybko i równomiernie rozprowadza. Niestety mam wrażenie, że produkt nie wchłania się, a częściowo pozostaje na skórze mokrą warstwą, która wyciera się w pidżamę. Podejrzewam, że ten "film" ma związek z parafiną, która widnieje na trzecim miejscu w składzie. W INCI znalazłam też składniki wskazane przez producenta, czyli masło shea i oleje. Jednak słabe nawilżenie po zastosowaniu produktu sugeruje niewystarczającą ilością tych dodatków w mleczku. Moja skóra z AZS zazwyczaj wymaga uważnej, intensywnie nawilżającej pielęgnacji, jednak w tej chwili ma lepszy okres i nie potrzebuje szczególnych zabiegów, a mimo to mleczko okazało się zdecydowanie za lekkie. Na pewno nie nazwałabym go produktem dla skóry bardzo suchej, co najwyżej dla normalnej. Pozostaje jeszcze jedna i dla mnie decydująca kwestia, jeżeli chodzi o opinię o tym produkcie - zapach. Obrzydliwy, mdły zapach syropu na kaszel, który kojarzy mi się z chorowaniem w dzieciństwie. Bardzo słodki z dziwną gorzką nutą. No zdzierżyć go nie mogę, bo po prostu powoduje u mnie mdłości i ból głowy. Uwierzcie mi, że testowanie tego produktu było momentami udręką. Nakładałam i jak najszybciej próbowałam zasnąć. Wiem, że to sprawa indywidualna i wielu osobom zarówno mleczko jak i sam zapach przypadły do gustu, ale niestety nie mnie.

Produkty nie są złe, ale nie wybijają się szczególnie spośród innych marek dostępnych w drogeriach. Żel jest bardzo przyjemny i podejrzewam, że sięgnę po inne wersje zapasowe. Zdradzę Wam też w sekrecie, że we Francji jest znacznie większy wybór produktów tej marki i mąż przywiózł mi ostatnio  olejek pod prysznic, którego recenzja pojawi się za jakiś czas na blogu, więc moja przygoda z marką jeszcze się nie zakończyła. Co do mleczka - skreślam je przede wszystkim ze względu na zapach i jest to moja indywidualna kwestia. Na recenzję jednak zdecydowałam się w związku z samą akcją. Marketingowo przeprowadzoną wzorcowo i za to firmę można naprawdę chwalić. Nie pamiętam która drogeryjna marka pojawiła się na rynku z takim szumem. Jednak nie mogłam darować sobie i przymknąć na wszystko oka zgodnie z zasadą "darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda", bo mam wrażenie, że "ambasadorki" zostały trochę wykorzystane.

A co Wy uważacie o całej akcji? Zostałyście testerkami firmy? Znacie produkty Le Petit Marseillais?

Pozdrawiam,
life in dots

16 komentarzy :

  1. Ja już raczej nie skuszę się na takie testowanie, bo denerwowały mnie te ciągłe maile i smsy przypominające. a produkty całkowicie przeciętne, niczym mnie nie ujęły ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się na szczęście trzymałam od tego z daleka ;-) Generalnie zaczynam zauważać, że większość współprac to naciąganie i łatwy marketing firm, polegający na bardzo taniej reklamie :-(

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przyglądałam się akcji, więc się nie wypowiem. Co do kosmetyków tej marki to jeszcze nikt mnie skutecznie nie przekonał do zakupu, a sama jakoś mnie nie interesuje. Gdzieś spotkałam się z opinią, że jednak te przywożone z Francji są lepsze, może dlatego wzbraniam się przed spróbowaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę testowała jeden produkt przywieziony z Francji i na pewno zdam relacje z tego jak się sprawował :)

      Usuń
  4. Testowałam, trochę mnie męczyło to ciagle pisanie smsów i maili ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. mam podobne odczucia... co do kosmetyków to żel tez mi się spodobał ;) gorzej z mleczkiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żel jest fajny, ale wolałabym inną wersję zapachową :)

      Usuń
  6. Miałam próbki tego żelu - zapach taki se, mleczko jakże klejące!

    OdpowiedzUsuń
  7. akcja była prowadzona przez Rekomenduj.to o ile pamiętam? :) Sama testowałam od nich produkt i również miałam przytaczać rozmowe ze znajomymi.Cała akcja wyglądała tak samo. Wydaje mi się, że serwis po prostu działa na takiej zasadzie, że potrzeba im bardzo dużo opinii od konsumentów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Rekomenduj.pl, które zrobiło wilczą przysługę LPM ;)

      Usuń
  8. Zgadzam się co do akcji w 100%. Zniechęciła mnie po prostu do sięgnięcia po dwa, wysłane mi wcześniej produkty, przetestowanie i napisanie o nich na blogu. Wpieniłam się jak już któryś raz z rzędu dostałam powiadomienie o tym, że czekają na raporty z rozmów... Nie rozumiem, mam czas dla moich znajomych wykorzystywać na rozmowę o próbkach jakiejś tam firmy? Nie wiem kto wymyślił tę akcję, ale mistrz marketingu to raczej nie był. Poza tym jak dla mnie ambasadorką jest się przez dłuższy okres czasu. Tu możemy mówić jedynie o mianie testerek, które jednorazowo otrzymały produkt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te rozmowy ze znajomymi to moim zdaniem gruba przesada. Mogę podzielić się próbkami, to najbardziej zachęca do zakupów, ale nie zmuszę znajomych, żeby za dwie próbki poświęcali swój czas do pisania sprawozdań dla jakiejś firmy. Co do miana "ambasadorek", masz rację. Szumnie brzmi, a w tym przypadku nic nie znaczy.

      Usuń
  9. Myślę, że ta akcja jest męcząca dla wszystkich. Ja nie brałam udziału, ale byłam otaczana ze wszystkich stron recenzjami tych dwóch produktów i zraziłam się do marki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym aspekcie nie pomyślałam, ale masz rację. Mi też zdarzyło się zrazić do marki, która miała przedobrzony PR.

      Usuń
  10. ja byłam ich akcją mocno zniesmaczona, bo moim zdaniem do reklamowania marki wybrali najsłabsze swoje produkty. Sama używałam ich już kilka lat temu, używałam min tych olejków pod prysznic i byłam nimi bardzo zauroczona. Te żele, te mleczka, to moim zdaniem najsłabsze ogniwo marki i niesmak jest tym większy, że tak wiele od swoich testerek wymagają. Mam tylko nadzieję, że kiedyś poszerzą asortyment dostępny w Polsce, bo teraz na półki z LPM nawet nie zaglądam.

    OdpowiedzUsuń