Avon - powrót do przeszłości

wtorek, 26 listopada 2013 | 33 komentarze |


Pamiętacie jeszcze Avon? Ja na długo zapomniałam o tej firmie, a mam do niej ogromny sentyment, bo to ich produkty towarzyszyły mi kiedy byłam nastolatką. Jakiś czas temu dzięki uprzejmości kolorkowanej miałam możliwość przetestowania kremu pod oczy z serii Vitale 25+, a od niedawna mam stały dostęp do konsultantki tej firmy, zaś Avon otworzył sklep online. No nie mogłam sobie odmówić zamówienia kilku drobiazgów i podejrzewam, że na tym się nie skończy.



Najfajniejszymi produktami Avonu zawsze były dla mnie żele pod prysznic w dobrych cenach i ciekawych zestawieniach zapachowy. Kremowy żel pod prysznic i do kąpieli Winter Coocon o zapachu drzewa sandałowego i wanilii to propozycja typowo zimowa, otulająca i ciepła. Żel świetnie się pieni, dobrze myje i zabójczo pachnie. Czego chcieć więcej za 5 złotych?




Uniwersalny balsam Brzoskwinia i Bawełna to następny produkt za którym tęskniłam. Jak nazwa wskazuje jest uniwersalny – używam go do ust, skórek wokół paznokci, łokci, pięt, a nawet nosa w okresie przeziębień. Za każdym razem rewelacyjnie nawilża i pozostawia skórę gładką i miękką. Balsam jest bardzo zbity i gęsty, ale pod wpływem ciepła palców staje się maślany i świetnie się rozprowadza. Wersja z brzoskwinią i bawełną dodatkowo pięknie, słodko pachnie :)




Produkty z serii Planet Spa zawsze wyjątkowo lubiłam, szczególnie maseczki do twarzy i włosów. Rewitalizująca maseczka do twarzy z chińskim żeń-szeniem skusiła mnie formułą peel-off, która znacznie ułatwia korzystanie. Produkt ma śmieszny perłowy kolor i po zastygnięciu na skórze tworzy się warstwa wyglądająca jak wosk, ale działanie jest rewelacyjne. Skóra wygląda na odświeżoną i rozświetloną.



Wielu produktów tej firmy nie lubię, np. tych do włosów czy kremów do twarzy. Za to maski i peelingi do stóp należą do moich ulubieńców. Tym razem zdecydowałam się na peeling do stóp Imbir i Biała herbata o przepięknym korzennym zapachu i świetnych właściwościach. Produkt zawiera dość ostre drobinki, które świetnie wygładzają skórę, a także nawilżającą glicerynę. W składzie znalazłam nawet ekstrakt z imbiru!



Kosmetyki Avon nie należą do wybitnych, ale mają kilka naprawdę dobrych produktów w opłacalnych cenach. Cieszę się, że jakość lubianych przeze mnie produktów nie pogorszyła, a wręcz przeciwnie uległą polepszeniu. Cieszy mnie przede wszystkim rozwój serii Planet Spa, którą naprawdę uwielbiam. Jestem zachęcona i na pewno jeszcze na coś się skuszę. A na pewno na polecane przez digitalgirl13 pomadki Colour Rich ;)

A Wy znacie Avon? Lubicie? Co polecacie?

Pozdrawiam,
katarzyna.marika

All Matt Plus

piątek, 22 listopada 2013 | 19 komentarzy |


Podkłady i pudry Catrice są mi obce jak zielone ludki z kosmosu. Nie kręcą, nie nęcą, a ciemne odcienie jak dla mieszkanek solarium tym bardziej nie zachęcają do zakupu. Gdy dowiedziałam się, że firma Cosnova zdecydowała się przełamać i wydała podkład w odcieniu prawie odpowiadającym Polkom, a do tego w wersji matującej, nie mogłam sobie odmówić zakupu. Tak stałam się posiadaczką All Matt Plus, a żeby mój podkład nie czuł się samotny dokupiłam mu przyjaciela z serii w postaci pudru. 

All Matt Plus to seria długotrwale matująca, która ma jednocześnie zneutralizować świecenie na dłuższy czas, dać satynowo-matowe wykończenie poprzez pigmenty odbijające światło i dodatkowo nie obciążyć buzi dzięki lekkiej formule. Jak to się ma do rzeczywistości?



Podkład zamknięty jest w prostokątnej buteleczce z satynowego półprzezroczystego szkła z plastikową czarną pompką i nakrętką. Sama buteleczka wygląda dość elegancko, gorzej z nakrętką, która jest niespasowana i po zamknięciu odstaje z jednej strony, co ostatecznie daje efekt tandety. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Podkład ma kremową konsystencję śmietany i delikatny świeży zapach (mi najbardziej przypomina zapach mydła). Dostępny jest w czterech odcieniach, ja wybrałam najjaśniejszy z nich - 010 Light Beige, czyli neutralny beż skłaniający się w stronę kropelki żółci. Podkład ma 30 ml, został wyprodukowany w Polsce i ma ważność 12 miesięcy od daty otwarcia. Do kupienia w drogeriach Hebe i Natura posiadających szafę Catrice lub w drogeriach internetowych.



All Matt Plus to produkty przyjemny, chociaż nie bez wad. Jego głównymi zaletami są lekkość, ładny jasny kolor i przepiękne satynowo-matowe wykończenie. Podkład zaliczyłabym do grona średnio-kryjących i wymagających korektora przy większych przebarwieniach czy niespodziankach na skórze. Nakładam go na trzy sposoby: palcami, pędzlem i gąbeczką, za każdym razem otrzymując ładne stopienie się ze skórą i naturalne wykończenie. Gąbeczkę polecam zwłaszcza tym, którzy chcą wycisnąć jak najwięcej z pigmentów zawartych w podkładzie. Przy nakładaniu podkładu pędzlem należy zwrócić uwagę na dokładne wpracowanie produktu w skórę, aby nie pozostawić na twarzy smug. Po nałożeniu podkładu uzyskujemy efekt zdrowo wyglądającej i ujednoliconej cery z delikatnym naturalnym połyskiem. Tak ładnej satyny w podkładzie jeszcze nie widziałam! Produkt nie utlenia się i nie ciemnieje w ciągu dnia - o to można się nie martwić. Trochę niepokoju nastręcza trwałość. Nie jest to typ podkładu, który zastyga na skórze (jak np. Revlon Colorstay), należy go przypudrować, aby zwiększyć trwałość. Podkład utrzymuje względny mat na buzi około 4 godzin, potem w ruch muszą pójść bibułki matujące. Po zebraniu nadmiaru sebum buzia dalej wygląda świeżo i zdrowo, chociaż podkład zaczyna się już powoli ścierać i czasami konieczne może być przypudrowanie. Co ważne, podkład nie zapycha dlatego nadaje się też dla posiadaczek cer tłustych i problematycznych. 



Prasowany puder All Matt Plus zamknięty jest w zwykłym plastikowym opakowaniu. Po paru użyciach napisy praktycznie nie istnieją, a wierzch jest porządnie porysowany, ale narzekać nie można, bo opakowanie kilkukrotnie okazało się bardzo odporne na upadki. Produkt jest porządnie sprasowany, ale suchy przez co bardzo pyli przy nabieraniu z pojemniczka. Produkt dostępny jest w czterech odcieniach, w tym jeden transparentny. Ja miałam to nieszczęście, że wersja transparentna została wykupiona i musiałam zadowolić się najjaśniejszym odcieniem kolorowym, czyli 015 Natural Beige - jasnym neutralnym beżem. Puder został wyprodukowany w Niemczech, ma 10 gram i jest ważny 12 miesięcy od daty otwarcia. Do kupienia wszędzie tam, gdzie podkład. ;)



Puder to ten gorszy brat. Przynajmniej moim zdaniem. Nakładam go pędzlem kabuki ruchami stemplującymi zaczynając od problematycznej strefy T. W ten sposób nabieram go również z opakowania, aby jak najmniej się osypywał. Polecam do tego nowy pędzel od Essence czy mój ulubiony H100 Hakuro. Ten drugi jest bardziej miękki, więc jeżeli brak wam czasu czy wyczucia do nabierania produktu na włosie, to zdecydujcie się na H100. Chociaż jak na pędzelek za niecałe dwie dyszki, Essence sprawdza się naprawdę dobrze! 



Wracając do pudru. Podkład ma satynowe wykończenie, które puder niweluje, dając prawie całkowity mat, ale mimo to ładnie wykańczając makijaż twarzy. Świetnie się na nim rozciera róż czy bronzer dając bardzo naturalny efekt, co jest jego ogromną zaletą. Jak do tej pory żaden puder nie dał mi tak dobrej (nie-tępej) bazy pod aplikację tego typu produktów. Jego ogromną zaletą jest to, że nie obciąża podkładu i nie powoduje tworzenie się ciasta w okolicach nosa, co często zdarza mi się z pudrem bambusowym BU. Jednak największym zadaniem takiego pudru jest utrwalenie podkładu. Radzi sobie z tym nieźle, ale mógłby lepiej. Przy nałożeniu pudru na całą twarz, buzia zaczyna się świecić w strefie T po około 3 godzinach, a przecież w połączeniu z podkładem z tej samej serii spodziewałabym się dłuższego efektu matującego. Poradziłam sobie z tym problemem w ten sposób, że All Matt Plus nakładam na policzki, nos i brodę, a problematyczne czoło i miejsca pod "noskami" okularów utrwalam pudrem sypkim z Essence albo bambusowym z BU. Taki duet zapewnia mi dłuższy efekt zmatowienia na twarzy i utrwalenia.
 
Po lewej buzia bez makijażu, po prawej duet podkład + puder
Oba produkty mają bardzo dużo zalet i tę niewielką wadę, że nie dają długotrwałego efektu matu, czego spodziewałabym się po kosmetykach nazwanych "all matt plus" i opisanych jako "matujące". Nie mniej przepiękne satynowo-matowe wykończenie i naturalny, zdrowy wygląd buzi bez obciążenia zasługują na ogromnego plusa. 

Duet podkład i puder z serii All Matt Plus nie jest doskonały, ale polubiliśmy się na tyle, że znalazło się dla nich miejsce w ulubieńcach i z chęcią wrócę do nich po skończeniu obecnych opakowań. Polecam wypróbować (szczególnie podkład) i przekonać się, czy All Matt Plus jest stworzony dla Was.

Pozdrawiam,
Kasia

edit: Zauważyłam, że po zmianie kremu i odłożeniu filtra  podkład zaczął nie ładnie ciemnieć. Nie ciemnieje na filtrach, czy kremach z kwasami, te mocno nawilżające mu nie służą.

Butler Please

wtorek, 19 listopada 2013 | 24 komentarze |

Najpierw zakochałam się w nazwie lakieru (kojarzycie Rhetta Butlera?). Potem dopiero zaczął podobać mi się kolor. Niestety pech chciał, że kolekcja, w skład której wchodził ten odcień, nie była dostępna w Polsce. Przyszło mi czekać prawie rok, aż udało mi się zdobyć wymarzony odcień.




Butler Please to kobalt idealny. Intensywny, pobudzający, wręcz wibrujący! Bardzo energetyczny. Wprawie moda na kobalt prawie się skończyła, ale ja lubię ten kolor na tyle, że na pewno pojawi się w moim ubiorze tej zimy. A do kompletu Butler Please.



Konsystencja lakieru jest dość rzadka, ale kremowa, dzięki czemu świetnie się nim maluje. Lakier jest bardzo mocno napigmentowany, jak na Essie przystało. Do pokrycia paznokci wystarczy jedna nazwa, ale dwie pogłębiają kolor. Lakier schnie bardzo szybko i daje zadziwiające satynowe wykończenie. Powiem szczerze, że nigdy nie widziałam takiego wykończenia u Essie i zaczęłam zastanawiać się nad oryginalnością produktu. Na szczęście wyczytałam, że to jest normalne wykończenie dla tego lakieru. Satyna jest przepiękna, ale moim zdaniem nie pasuje do tego odcienia, dlatego pokryłam lakier warstwą nabłyszczającego top coatu i właśnie w takim wydaniu prezentuję go na zdjęciach. Pomimo trudności z fotografowaniem tego typu odcieni, udało mi się całkiem sensownie go uchwycić na zdjęciach. Podziwiajcie :)






Jak się Wam podoba Butler Please? Nosicie w tym roku kobalt? Dla mnie to must have :)

Pozdrawiam,
katarzyna.marika

Lovely October, czyli podsumowanie października

poniedziałek, 18 listopada 2013 | 25 komentarzy |


1.      Najlepiej wspominane
Co najlepiej wspominam a październiku? Chyba powrót na studia i do Instytutu Francuskiego. Zatęskniłam za dużą ilością obowiązków :)

2.      Kosmetyczne zauroczenie


Wśród moich ulubieńców królowały w październiku kosmetyki Catrice. Komplet All Matt Plus, czyli podkład 010 Light Beige i puder 015 Natural Beige świetnie sprawdzały się na mojej histerycznej ostatnio buzi. Na większe niespodzianki, a czasami nawet pod oczy nakładałam świetnie kryjący i bardzo kremowy Camuflage w odcieniu 010 Ivory. Na policzkach już od ponad 1,5 miesiąca króluje róż ze starszej limitki Revoltaire od Catrice w odcieniu Colour Bomb. Na oczach prym wiodła przepiękna paletka Vintage Romance ze Sleek'a. Na dłoniach zaczęły się pojawiać typowo jesienne kolory, w tym ulubiony Miss Fancy Pants od Essie. Idealny szary brąz. Po rozczarowaniu Good To Go i Seche Vite zdecydowałam, że wypróbuje tańszy top. Padło na nowość od Catrice, czyli Gel Like Top Coat, który póki co świetnie się sprawuje. Do ulubieńców trafia też żel antybakteryjny z Bath&Body Works, który uwiódł mnie swoim intensywnym jesiennym zapachem. 

3.      Kosmetyczne rozczarowanie
Zdjęcia brak, niestety, ale w tym miesiącu największe pretensje miałam do Seche Vite i Good To Go. Za drogie są to produkty, aby aż tak zawodziły. Ściąganie lakieru, gęstnienie - to tylko dwa z dłuższej listy ich wad.

4.      Kosmetyczne nabycie


 W październiku w łapki wpadła mi oczywiście nowa paletka Sleek Vintage Romance (zajrzyjcie tu i tu). Po długich poszukiwaniach, w końcu udało mi się znaleźć korektor Catrice w najjaśniejszym odcieniu w jednej z drogerii internetowych i długo nie zastanawiałam się nad zakupem. A żeby nie było mu samotnie w paczce, do koszyka dorzuciłam sławne duo z Flormaru w odcieniu P115. Na początku miesiąca odwiedziłam też drogerię Natura, gdzie w ręce szybko wpadła mi następna pomadka Essence LonglastingLipstick, a następnie pędzel kabuki z tej samej firmy i puder All Matt Plus z Catrice. Zaliczyłam też Bath&Body Works, gdzie weszłam tylko po żel antybakteryjny. Wybrałam zapach Autumn Day i jestem bardzo zadowolona. To jeden z lepszych żeli tego typu, jakie miałam. Myślę, że następnym razem skuszę się na zestaw 6 w cenie 4. 

5.      Muzyczne uzależnienie


6.      Książkowe zaczytanie

źródło: lubimyczytac.pl
 O tej książce przeczytałam na blogu którejś z kosmetycznych blogerek i zainteresowałam się nią do tego stopnia, że szybko znalazłam egzemplarz do przeczytania, który pochłonęłam praktycznie w dwa dni. Dziewczyna z sąsiedztwa Jack'a Ketchuma to książka pozornie łatwa i prosta. Leniwe, niewielkie miasteczko lat 50. okazało się jednak tłem do drastycznych wydarzeń. Kilkoro dzieciaków znęca się nad 14-letnią koleżanką i jej niepełnosprawną siostrą. A wszystko pod przyzwoleniem matki kilku chłopców. I nawet narrator - David, który wydaje się być postacią tragiczną, nie poprawia samopoczucia czytelnika.
  
7.      Filmowe objawienie

źródło: filmweb.pl
W chmurach oczarował mnie nie tylko tytuł i odtwórca głównej roli. To film o dramacie jednostki wybitnej. Jednostki uwielbianej w swoim fachu, doskonałym pracowniku od brudnej roboty, jaką jest redukcja etatów. Do czasu, gdy okazuje się, że firma zdecydowała się na maksymalizację zysków i minimalizację wydatków przez wprowadzenie systemu elektronicznego. "Zwalanie przez Skype'a" ma zastąpić wypracowany przez lata system podróżowania i zwalniania. Tysiące miast, tysiące mil i jeden człowiek, który chce uratować to, w co wierzy. 

źródło: filmweb.pl
Grawitacja to film absolutnie doskonały w każdym calu. Perfekcyjny. Dopracowany. I wielopłaszczyznowy. Po pierwsze mamy przepiękne, zapierające dech w piersiach panoramy kosmicznego absolutu i technicznie dopracowane klaustrofobiczne wnętrza stacji kosmicznych.  Po drugie kosmiczne katastrofy na tle majestatycznej muzyki, które tylko potęgują poczucie bezradności i trzymają w napięciu od pierwszych minut filmu. Po trzecie - duet Sandra Bullock i George Clooney - główki od szpilek szukające sensu życia i tworzące własną wielką historię. 

8.      Kulinarne objawienie
Nowy przepis na ciasto do pizzy. Polecam. Znajdziecie go tutaj.

9.      Podróżowe odkrycie
Palcem po mapie Warszawy. "Południk zero" to świetne miejsce na spotkanie z przyjaciółmi, zarówno tymi muzykalnymi, jak i tymi bez słuchu. Nie zapomnijcie spróbować ich tostów - są świetne :)

10.  Październikowe osiągnięcie
To smutne, ale nie mam się czym pochwalić. Za mało czasu dla siebie.