Shine Caresse

czwartek, 28 marca 2013 | 15 komentarzy |

Wprawdzie nie jestem wielką fanką firmy L'oreal i nie mam ciśnienia na ich produkty, ale mazidła do ust mają fajne. Rouge Caresse oczarowało mnie od pierwszej chwili, dlatego wiele oczekiwałam od stainowo-błyszczykowej nowości z serii Caresse. Shine Caresse to kontrowersyjny kosmetyk, ma praktycznie tyle samo zwolenników, co przeciwników. Po której stronie barykady ja stoję?




 Produkt zamknięty jest w podłużnym zwężanym opakowaniu w złotym kolorze. Przy nakrętce znajduje się przezroczysta część, w której widać kolor pomadki. Definitywnie pomadka wyróżnia się na tle innych, ale dla mnie jej opakowanie jest trochę przerysowane, za błyszczące i tandetne. Wolałabym je chyba w wersji półmatowej. Gramatura produktu to 6 ml ważnych 12 miesięcy od daty otwarcia. Konsystencja jest dość rzadka, ale po chwili mocno zastyga na ustach. Pomadka ma bardzo ciekawy aplikator w kształcie łezki, którym dokładnie i wygodnie nałożymy produkt.





 W moje ręce trafiły dwa kolory. Liliowa Eve (400) była prezentem od mojego M. na Dzień Kobiet, a różową Romy (102) ze złotym shimmerem kupiłam sama w wyniku złożenia dwóch składowych - zadowolenia z poprzedniczki i promocji w Hebe.  Warto zauważyć, że produkt to nie połączenie pomadki i błyszczyka, jak pisze na stronie internetowej producent, ale stainu i błyszczyka. Niestety tego typu zabiegi dezinformują i powodują, że kobiety oczekujące kryjącej pomadki o błyszczącym wykończeniu bardzo się zawiodą. W istocie produkt daje efekt pół-transparentej tafli o możliwości stopniowania koloru w zależności od ilości nałożonych warstw. I jeszcze jedna ważna rzecz – efekt, jaki daje produkt jest w dużej mierze uzależniony od koloru naszych ust. Pierwsza warstwa daje bardzo delikatny efekt o lekko mokrym wykończeniu i absolutnie się nie klei. Dopiero następne dają intensywność i błysk, ale co trochę mnie denerwuje – kleją się i produkt jest mocno wyczuwalny na ustach. Po zastygnięciu na ustach jest tafla koloru bez podkreślenia suchych skórek, a także wysuszenia. Trwałość jak na tego typu produkt jest rewelacyjna, trzyma się długo pomimo picia i jedzenia widelcem i schodzi bardzo równomiernie, zaczynając od połysku. Oczywiście wszelkiego rodzaju buły i owoce są pogromcami pomadki ;) Niestety podejrzewam, że produkt nie jest zbyt wydajny, ponieważ po ponad dwóch tygodniach użytkowania Eve (nie codziennie) w opakowaniu widzę znaczny ubytek. To duży minus.




Na zdjęciu wyraźnie widać, że po starciu blasku pozostaje wyraźna smuga koloru, której naprawdę ciężko się pozbyć z ręki.

 Tak pomadki prezentują się na moich ustach. Nałożyłam dwie warstwy, uzyskany efekt jest delikatny i bardzo wiosenno-letni.



Specjalnie pomalowałam usta tak, aby znalazły się na nich oba kolory, widać dzięki temu jak niewielka jest różnica w kolorze na moich ustach. Widać też, jak kolory różnią się od swatchy na ręku, które pokazywałam wyżej. Po lewej jest 102 Romy, a po prawej 400 Eve. Swoją drogą wcale nie mam krzywych ust, one po prostu tak dziwnie wyglądają na zdjęciach.

Ja z pomadek jestem bardzo zadowolona. Oprócz wydajności moje oczekiwania wobec niej zostały prawie całkowicie spełnione. Ładne kolory, intensywny połysk i trwałość to ogromne plusy tego produktu.  Na pewno obie pomadki będą wielokrotnie mi towarzyszyć w trakcie wiosny, ze względu na piękny efekt na ustach.

A co Wy myślicie o Shine Caresse? Lubicie tego typu pordukty?

Pozdrawiam,
Kasia

15 komentarzy :

  1. U Ciebie wyglądają bardzo delikatnie, ja jak nałożę jedną warstwę (mam 102) to kolor w krótkim czasie robi się wściekło-różowy, taka trochę ciemna malina. Nie ukrywam, trochę się rozczarowałam, bo nie przepadam za ciemnymi ustami, no ale nic nie poradzę, że się tak zachowuje na moich ustach, u Ciebie efekt mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w tego typu produktach efekt jest trudny do przewidzenia, bo u każdej osoby pomadka wygląda całkowicie inaczej. Ja dopiero po nałożeniu 3-4 warstw otrzymuje ciemniejszy kolor.

      Usuń
    2. No niestety, u mnie zawsze wyjdzie tak jak się tego obawiam.

      Usuń
  2. o ile lubie Loreal to te akurat pomadki (?) mnie nie powaliły i całe szczęście kupiłam tylko jedną choć miałam ochotę na więcej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Producent twierdzi, ze to pomadka, więc tego słowa używam ;)

      Czytałam Twojego posta o Shine Caresse i zaczęłam się wtedy obawiać, czy i ja nie będę rozczarowana, dlatego zakup przeciągnął się w czasie :)

      Usuń
  3. Ale piękne kolorki. :) Wprost obłędne. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. opakowanie już mnie zachęca, kolory wybrałaś świetne :) będę musiała sobie któryś sprawić :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzeczywiście efekt bardzo delikatny, ale jak dla mnie aż za bardzo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy większej ilości warstw efekt jest mocniejszy :)

      Usuń
  6. Ładne kolorki, naturalnie wyglądają.:)
    Obserwuję.:)

    OdpowiedzUsuń
  7. jeszcze ich nie miałam, ale myślę, że niebawem do mnie trafią, z całą pewnością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe produkty, warto im się przyjrzeć :)

      Usuń
  8. Jutro wybieram się do Rossmanna po kolorek Romy (102) :)
    ps. a miałam już w tym miesiący nic nie kupować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry wybór!

      Ps. Ja też sobie tak postanawiam i często nic z tego nie wychodzi ;)

      Usuń