Popraw sobie humor, czyli szpilki na zakupach

sobota, 13 października 2012 | 3 komentarze |


Ostatnio jestem jakaś taka rozmemłana, dlatego też w ramach poszukiwania przygód (albo sensu istnienia), oglądam filmiki na youtube, w dużych ilościach znajduje w internecie produkty, które bardzo "I wish" i spaceruje po drogeriach. W ciągu tych spacerów znalazłam kilka ciekawych produktów i natknęłam się na nowe limitowanki Catrice i Essence.


Zdjęcia z LE Wild Craft widziałam już dawno i po cichu liczyłam, że uda mi się stać właścicielką rozświetlacza. Niestety okazuje się, że Warszawa cierpi na straszny brak tego konkretnego produktu, dlatego też w ramach pocieszenia zakupiłam dwa lakiery, pomadkę i pędzel (ukochany mi w tym zawzięcie pomagał ;)). Jednak następnego dnia jadąc do pracy w podwarszawskich Ząbkach natknęłam się na dużą drogerię Natura, która miała pełne, dopiero wypełnione standy. Z cieni wybrałam najjaśniejszy, który sprawdzi się także jako rozświetlacz, pozostałe wydawały mi się dość toporne w pracy z nimi, a podobne kolory posiadam. Lakiery mają przepiękne kolory, wybrałam 04 Rosewood Hood, który jest beżem ze srebrnym shimmerem, oraz  03 Mystic lilac o kolorze głębokiej, kremowej śliwki z czekoladą. Zawiodła mnie pomadka, która odstrasza swoim intensywnym, chemicznym zapachem po pomalowaniu ust. Kolor piękny i przyjemny w nakładaniu, podobny do "In the nude", ale nie wiem czy się przekonam. Pędzel jest dość milutki, ale raczej żadna rewelacja, mam nadzieje, że sprawdzi się w podróżach. Wnioskując po ilości kupionych rzeczy, limitowankę uznałam za udaną, chociaż pierwotnie chciałam tylko jeden kosmetyk.


Poniżej zdjęcia lakieru z Wild Craft - 03 Mystic Lilac. Nałożyłam jedną warstwę, która pokryłam następnie lakierem matującym Indigo Nails Lab. Efekt jest bardzo ciekawy i jesienny, kolor piękny, ale aplikacja pozostawia wiele do życzenia. Lakier smuży, pozostawia prześwity, niby konsystencję ma odpowiednią, ale mimo wszystko ciężko mi się nim malowało.

Catricowa Hollywood's Fabulous 40ties nie przypadła specjalnie mi do gustu, zdecydowałam się jednak na lakier o filuternej nazwie Red Butler oraz róż Gone with the wind ;). Lakier o ciemny amarantowym kolorze i koralowy róż o satynowym wykończeniu, nie wpadły mi w oko przy pierwszym zerknięciu, ale nazwy mnie uwiodły, dlatego powędrowały do koszyka. Przy okazji oglądania szafy Catrice w ręce wpadł mi nowy rozświetlacz, o którym zamierzam już niedługo napisać. 


Dodatkowo pozwoliłam sobie zamówić bronzer z W7 Honolulu, w którym jestem zakochana, a także zieloną bazę pod makijaż do niwelowania zaczerwienień, które w dużych ilościach pojawiają mi się ostatnio na buzi.



Na deser paletka magnetyczna Inglota, w której miałam nadzieje upchać wszystkie brązowo-bezowe cienie, które chowają się kasetkach na 3 wkłady. Dodałam też kilka z cieni Kobo. Nie chciałam kupować dużej paletki albo GlamBoxa, bo obawiam się, że bolałaby mnie pusta przestrzeń i nie chcąc, by inne cienie były samotne, szybko dokupiłabym następne. Wyszło idealnie i jestem strasznie zadowolona. Co dokładnie znajduje się w tym pudełeczku zaprezentuje dokładniej w ciągu kilku dni ;)



3 komentarze :

  1. Daj znać jak Ci sie sprawdza ta zielona baza z W7 prosze;) Ja mam czest zaczerwienione skrzydelka nosa i policzki z ktorymi swietnie radzi sobie zielony korektor z alverde - jesli masz możliwość przetestować to polecam!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno zrobię recenzje, bo to dość ciekawy produkt :) A póki co mogę stwierdzić, że jestem z niej zadowolona...

      Usuń